Chcesz wziąć udział w degustacji whisky ze mną?
Sprawdź kiedy poprowadzę kolejną w Twoim mieście

Wyjazd do Szkocji – Edynburg

Jeśli jesteś ze mną na Facebooku to wiesz, że w tym roku byłem wielkim szczęściarzem ponieważ udało mi się zaaranżować obowiązki zawodowe w taki sposób żeby niemal cały sierpień spędzić w Szkocji. Rajdy po destylarniach na złamanie karku mam już za sobą więc od razu wiedziałem, że chcę zaplanować urlop w taki sposób, aby osiągnąć równowagę pomiędzy odwiedzinami w destylarniach, a zwiedzaniem tego pięknego i wciąż dziewiczego kraju. Udało się!

Jak dotrzeć do Szkocji?

Ponieważ od czasu do czasu dostaje maila z pytaniem o to jak najlepiej dostać się do Szkocji, umieszczam w tym wpisie kilka praktycznych rad (teoretycznych rad nie umieszczam nigdy!). Jeśli wybierasz się do Szkocji możesz polecieć tam samolotem i wynająć samochód lub pojechać tam swoim samochodem.

Pierwsza opcja daje oczywiście więcej swobody oraz auto z kierownicą po właściwej stronie jednak stanowi dość mocne ograniczenie w zakresie tego co można ze sobą zabrać. W naszym wypadku, (moja dziewczyna Ola i ja) mieliśmy jeszcze kilka rzeczy do załatwienia po drodze w Niemczech i Holandii, a do tego potrzebowałem dodatkowego miejsca … na garnitury 😛 więc pojechaliśmy własnym samochodem. Trasa naszej podróży wyglądała mniej więcej tak:

Bez tytułu

Jeśli zdecydujesz się jechać do Szkocji swoim autem, stoi przed Tobą wybór sposobu przeprawy. Z Polski (Poznań) do Edynburga jest około 2000 km więc nawet dojazd uwzględniający dwóch kierowców z noclegiem zajmuje dwie doby. Oczywiście można by jechać przez noc i zmieniać się co klika godzin, ale przecież to wakacje, a nie wyścig i nie ma żadnego sensu ponosić ryzyka prowadząc samochód w stanie skrajnego wyczerpania. Dostępnych jest kilka przepraw promowych np. Ostenda-Ramsgate, Amsterdam-Newcastle oraz Calais-Dover. Przeprawa z Amsterdamu do Newcastle jest bardzo wygodna, ale trzeba interesować się nią już wcześniej, aby zdobyć bilet w odpowiedniej cenie.

Jeśli chodzi o dwie pozostałe opcje, jestem zdecydowanym zwolennikiem dojechania do Calais i przeprawy do Dover. To najpopularniejsza przeprawa promowa. Prom odpływa co dwie godziny w godzinach 7-23. Przeprawa zajmuje około półtorej godziny, a sam statek jest nowy i zapewnia komfort podróży. Płynąłem kiedyś do Ramsgate w nocy i była to raczej nieprzyjemna podróż. Doszły mnie także słuchy, że warto zainteresować się przejazdem Eurotunelem pod kanałem La Manche (de facto wjeżdża się samochodem na pociąg) ponieważ z odpowiednim wyprzedzeniem można kupić bilety w przystępnych cenach a sama podróż trwa około 20 minut.
Wielką Brytanię czuć już na promie ponieważ pomimo, że obsługa będzie raczej francuskojęzyczna, zjeść tam można „English breakfast” w pełnej okazałości 😉 Zawsze się zastanawiam o co chodzi z tą fasolą…

EnglishBreakfast

Jednak po wjechaniu do Wielkiej Brytanii, do Edynburga jest jeszcze około 750 km. Ponieważ limit prędkości na brytyjskich autostradach to 70 mph (112 km/h), a ruch jest bardzo duży, trzeba poświęcić sporo uwagi, aby bezpiecznie prowadzić po lewej stronie gdzie wyprzedza się prawym pasem.
Warto też, wybrać odpowiedni moment na zjechanie z głównej drogi do Endyburga. My zrobiliśmy to na wysokości miasteczka Moffat gdzie wjechaliśmy na trasę widokową. Oczywiście po całym dniu jazdy natychmiast zjedliśmy fish and chips (na które po miesiącu w UK, nie możemy już patrzeć).

image (1)

Z Moffat pojechaliśmy prosto do Edynburga, na który daliśmy sobie kilka dni.

Edynburg

Edynburg to niespełna półmilionowe miasto będące drugim największym miastem w Szkocji (po Glasgow), a także stolicą tego pięknego kraju. Nie każde miasto, w którym byłem mnie urzekło, a Edynburg tak. Edynburg może poszczycić się najlepiej zachowaną architekturą georgiańską w całej Europie. Pół miasta jest na liście UNESCO. Jednak nie to urzeka mnie w miejscach, które odwiedzam. Urzekają mnie ludzie! W Edynburgu przejdzie wszystko jednak nie jest on miastem kompletnie nieskrępowanej dowolności jak np. Amsterdam. Czuć wyraźnie, że „wszystko” ma tu inny wymiar, który skłania się w stronę tradycji i dziedzictwa swojego kraju. Według mnie to niezwykłe i bardzo chciałbym żebyśmy my Polacy w taki sam sposób mogli traktować swoją ojczyznę. Klimat Edynburga wspaniale oddaje poniższe zdjęcie, na którym widać, że fantazja i kreatywność wcale nie musza opierać się o ciągłe poszukiwanie rzeczy bardziej ekstremalnych.

W sierpniu w Edynburgu trwa Edinburgh International Festival i w mieście jest taka atmosfera, że można by tam spędzić całe wakacje, ale jak pamiętacie, nasza misja uwzględnia także „whisky tourism”. Poza tym Edynburg jest w tym okresie najważniejszym miejscem odwiedzanym przez turystów i w niektórych obszarach miasta po prostu ciężko przejść.


Właśnie dlatego podczas pobytu w Edynburgu odwiedziliśmy zaledwie kilka najważniejszych atrakcji.

 

Zamek Królewski

Zamek królewski w Edynburgu zaczęto budować około X w. Jest on osadzony na bardzo wysokich skałach wulkanicznych przez co kiedyś odstraszał potencjalnych napastników, a dzisiaj przyciąga do Edynburga miliony turystów. Zamek ten wielokrotnie przechodził w ręce angielskie podczas potyczek między Szkocją a Anglią. Dzisiaj na zamku znajdują się klejnoty korony królewskiej a także muzeum wojskowe.

 

Royal Mile

Royal Mile to główna ulica Starego Miasta. Dość ciężko jej nie znaleźć ponieważ wychodzi z samego Edinburgh Castle i biegnie do Royal Palace of Holyrood House. Jej nazwa wywodzi się od niezliczonych przejazdów głów królewskich między tymi dwiema rezydencjami. Oprócz chmary turystów ulica ta jest także siedzibą niezliczonych sklepów z pamiątkami i szkocką wełną pod każdą postacią, a w czasie festiwalu także sceną dla setek ulicznych artystów.

Na szczęście od Royal Mile odchodzi mnóstwo wąskich i urokliwych uliczek, które pozwalają uciec na chwilę od gwaru i zgiełku.

 

Dress to Kill

Zupełnie przypadkiem udało nam się także trafić na wystawę archiwum magazynu Vogue z lat 30. Niesamowite przeżycie! Miałem okazję z bliska obejrzeć fotografie modelek, które pozowały pięćdziesiąt i więcej lat temu. To taki wehikuł czasu, który pozwala zdobyć bardziej obszerny pogląd jak podchodzono do kwestii mody i jej kreowania kiedy przemysł ten zaczynał dopiero się tworzyć. Szkoda, że dzisiaj ubrania są rzeczą tak ulotną i nie liczy się ich jakość. Kiedyś ubranie było poważną inwestycją i każdy o nie dbał. Niestety w muzeum nie można było robić zdjęć więc musicie uwierzyć mi na słowo, że jest to wystaw warta odwiedzenia i jeśli będzie podróżować i natraficie gdzieś na nią, nie wahajcie się ani sekundy.

National Museum


To bardzo interaktywne muzeum, do którego warto iść na cały dzień. Niestety nie mieliśmy takiej możliwości i opuszczając stałą ekspozycję obejrzeliśmy wyłącznie wystawę „Marry Queen of Scots” poświęconą Marii I Stuart – najsławniejszej królowej Szkocji, która otrzymała koronę tego państwa kiedy miała … aż 6 dni.

 

Nie taki Haggis straszny!

Pozwólcie, że zacytuję za Wikipedią:

Haggis – specjał szkockiej kuchni narodowej, przyrządzany z owczych podróbów (wątroby, serca i płuc), wymieszanych z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i przyprawami, zaszytych i duszonych w owczym żołądku.

Haggis podaje się z ziemniakami i brukwią, ale nawet to nie zmienia faktu, że jego „pochodzenie” przemawia do wyobraźni. Okazało się jednak, że strach ma wielkie oczy ponieważ haggis dość mocno przypomina dobrze przyprawioną … kaszankę. I już wiecie czym ugościć Szkota jeśli trafi się Wam jakiś niespodziewanie i nie będziecie akurat mieli garnka bigosu albo schabowego 😉 Haggis może na talerzu prezentować się bardzo zachęcająco…

 

Dodam jeszcze, że ta restauracja, którą przypadkowa Szkotka poleciła nam jako miejsce z bardzo tradycyjnym hagissem, okazała się być biznesem należącym do Polaków z polskim szefem kuchni na zapleczu 😉

Greyfriars Bobby

Ten oto mały Skye Terrier przez niemal 14 lat mieszkał przy grobie swojego zmarłego Pana. Wzruszeni jego wiernością mieszkańcy Edynburga postawili mu pomnik, który jest dzisiaj jednym z symboli Edynburga. Niby nic wielkiego, ale warto go zobaczyć. Dodam tylko, że jego rozmiar jest zdecydowanie mniejszym zawodem niż np. Manneken pis w Brukseli, który jest sławny na cały świat i jest na połowie otwieraczy do piwa i korkociągów produkowanych w Chinach, a jego rzeczywisty rozmiar jest tak drobny, że w ogóle ciężko go znaleźć 😛

Polonia w Szkocji

Przez całe wakacje w morzu turystów z Francji i Włoch widziałem może jeden samochód i jeden motocykl z Polski. Nie oznacza to wcale, że tam nie dotarliśmy. W Edynburgu niemal w każdej kawiarni i restauracji obsługa mówi po polsku! Spotkałem mnóstwo rodaków i najczęściej spotkania takie kończyły się powiększoną porcją deseru albo lepiej zalanym niż zwykle Pimmsem No. 1. Dzięki za to 😛 !!!

A gdyby ale (wym. „ejl”) nie szło mi przez gardło…

zawsze możecie zamienić ja na coś rodzimego 🙂

Z Edynburga ruszyliśmy dalej na północ, aby znaleźć się w Aberlour, które leży w samym środku Speyside. Tam skupiłem się głównie na whisky odwiedzając: Glenlivet, Aberlour, Macallan, Tomintoul i Glenfiddich, a także zamek Ballandaloch, a później poszedłem na ryby. Czekajcie na relacje w następnych wpisach 😀
 

 

Mój najnowszy projekt

Z wielką dumą informuję, że dzięki Miler Spirits, po 100 latach nieobecności do Polski powraca kultowa brandy marki Shustoff !!! Specjalnie dla czytelników MilerPije przygotowałem możliwość zamówienia butelki wersji 11yo w cenie 129zł zamiast 169.

Żeby odebrać voucher rabatowy podaj swój adres e-mail poniżej…

7 Responses to Wyjazd do Szkocji – Edynburg

  1. Alicja Tamulewicz pisze:

    Wpis bardzo ciekawy. Szkoda, że nie odwiedziłeś Muzeum Dzieciństwa, które znajduje się przy High Street. Na mnie zrobiło niesamowite wrażenie. I Bow bar – gdzie spis dostępnej u nich whisky miał postać niemalże książki…

  2. om pisze:

    Tomku,
    Jaki ma sens niedokładne cytowanie przewodników, gdy samemu nie przykłada się wagi do przeczytanych informacji czy też opisywanej specyfiki?
    „Edynburg może poszczycić się najlepiej zachowaną architekturą gregoriańską w całej Europie”
    1. Georgiańską – gregoriański to jest np. kalendarz
    2. W Europie kontynentalnej styl georgiański nie występował.
    Relacja pachnie trochę stylem Szarmanta, jak zresztą wiele ostatnich wpisów, a to w mojej opinii kierunek w którym nie warto zmierzać, bo grozi popadnięciem w totalny manieryzm i sztuczność w kreacji. Gdzie podział się stary dobry gawędziarski styl nie trącący prelekcjami/prezentacjami?
    Pozdrowienia serdeczne,
    om

    • Tomasz Miler pisze:

      Bardzo szanuję takie komentarze jak Twój ponieważ zgadzam się, że blog nie powinien być miejscem przepisywania wiedzy dostępnej w innych miejscach i również ubolewam nad faktem, że wiele blogów zmierza dzisiaj w taką stronę. Natomiast treść tego wpisu, pomimo iż osadzona na kilku faktach książkowych, jest treścią absolutnie unikalną ponieważ opartą wyłącznie na doświadczeniach własnych. Mam nadzieje, że nie dostrzeżesz manieryzmu w kolejnych postach.

      + celem podniesienie współczynnika gawędziarstwa uzupełnię niedługo ten wpis vlogiem, którego nagrałem jadąc autem przez Szkocję 🙂

  3. Nie miałem okazji jeszcze być w Szkocji, ale jest to miejsce, które z pewnością chcę zobaczyć. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości. Dziś rano miałem okazję zobaczyć Cię w „Dzień Dobry TVN”. Prezencja i retoryka na wysokim poziomie, co nie jest dzisiaj często spotykane. Jedyne moje małe „ale”, to krawat w kropki. Wydaję mi się, że wyglądałbyś lepiej w jednokolorowym. Całe wystąpienie na duży plus. Czekam na kolejne relacje z wyprawy i pozdrawiam! 🙂

  4. […] nieco włosy i zarost. Przyznam szczerze, że tego ostatniego odrobinę żałuję… po mięsięcznym pobycie w Szkocji, podczas którego żyletka była mi kompletnie obca, zapuściłem już całkiem pokaźną brodę.. […]

  5. Patryk pisze:

    Jest jedna rzecz, która napawa mnie pewnym niepokojem, przed udaniem się na Wyspy samochodem. Czy w Twojej opini trudno jest przestawić się na ruch lewostronny? Ba, jak to wygląda w sytuacji korzystania z samochodu z kierownicą po „naszej” stronie?

    • Tomasz Miler pisze:

      Po naszej czyli po „właściwej” 😛 Nie było to dla mnie wielkim problemem. Najtrudniejszy element to IMO ronda, którymi UK jest gęsto usiane. Trzeba pamiętać, że na ronda wjeżdżamy w lewo a nie w prawo 😛
      Co do szos to na autostradzie przy wyprzedzaniu warto jechać z kimś kto powie „teraz możesz”, ale ruch i tak jest jednokierunkowy więc to łatwe.
      A później na mijankach też jest już łatwo bo tam nie ma lewej strony, jest tylko środek 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

« »
Scroll to top