Chcesz wziąć udział w degustacji whisky ze mną?
Sprawdź kiedy poprowadzę kolejną w Twoim mieście

Jak stworzyć markę własną alkoholu? Wódka Miler Spirits z wielkopolskich ziemniaków

Polska Wódka Miler Spirits z wielkopolskich ziemniaków miała swoją premierę w styczniu 2018. Choć wcale tego nie planowałem, bo liczyłem się również z całkowitym brakiem zainteresowania, już w ciągu pierwszych kilku dni powstał z tego ciekawy case. Dzisiaj z przyjemnością dzielę się z Wami opisem procesu, który doprowadził do powstania tej marki i zdobycia przez nią niemal natychmiastowej popularności. Sprzedaliśmy już ponad 35.000 butelek!

Ostatnia aktualizacja artykułu: październik 2020

Dlaczego wódka?


Jak doskonale wiecie, od lat prowadzę degustacje whisky. Robię to głównie dla dużego biznesu i dla moich widzów oraz czytelników MilerPije zrzeszonych w grupie Klika Dzika. Piłem już prawie wszędzie, w Polsce i nie tylko, z tysiącami osób, w grupach od 2 do 700 osób. Mam też akademickie podłoże w występowaniu publicznym, posiadam tytuł mgr biotechnologii (diagnostyka molekularna) oraz praktyczne przygotowanie w degustowaniu alkoholi mocnych i podróżach do licznych destylarni na całym świecie.

W swoim dorobku zawodowym mam także rozmaite współprace z korporacjami alkoholowymi np. jako sędzia w międzynarodowych zawodach barmańskich. Od lat pasjonuję się także marketingiem alkoholi, o czym wielokrotnie pisałem na łamach tego bloga. Od zawsze bolało mnie, że polska wódka to kategoria „zabetonowana”. Mamy wiele marek, ale w zasadzie wszystkie znane na świecie należą do dużych korporacji i nie oferują nic poza „jakością domniemaną”. Co przez to rozumiem? To proste, chodzi mi o dialog typu – wódka X jest najlepsza, ponieważ jest najlepsza, ma piękną butelkę i włożyliśmy ją do wiaderka z lodem”. Chcę zrobić coś więcej i zaangażować miłośników wódki bardziej poprzez edukację.

Jaką wódkę lubią Polacy?

Oprócz tego, mamy też w Polsce ogromny dualizm. Z jednej strony chcemy być „ojcami sukcesu” wódki, sprzeczając się z Rosjanami o to, kto wódkę wymyślił, a z drugiej strony największą miłością konsumencką w Polsce cieszą się wódki ze Skandynawii. No i do tego mamy niemal całkowicie niezagospodarowany obszar gorzelnictwa, jakim są wódki ziemniaczane – dosłownie kilka marek. Chociaż spirytus ziemniaczany oferuje wspaniałą jakość i jest czymś, co naprawdę wyróżnia Polskę na arenie międzynarodowej, prawie nikt go nie sprzedaje, ponieważ nasz rynek niemal w każdej branży jest, jak to mówią w korporacjach, „price-driven” (definiowany ceną). Spirytus zbożowy jest dużo tańszy, a konsumenci przecież nie zadają pytań, bo popularny jest slogan „nie ważne jak smakuje, ważne żeby sponiewierało”. Doszło zatem do tego, że jeśli na butelce nie jest napisane, z jakiego zboża jest wódka, to niemal na pewno jest… z kukurydzy. A to przecież tradycyjne polskie zboże nie jest. 

Wódka Miler – koncepcja na produkt

Jak wiadomo, od dziesięcioleci trwa konflikt pomiędzy producentami mocnych alkoholi leżakowanych (whisky, koniak, armaniak) i spirytusu rektyfikowanego (po rozcieńczeniu – wódki). Otóż zarzewiem konfliktu jest fakt, że to co ci pierwsi nazywają „charakterem”, ci drudzy nazywają „nieczystościami powodującymi kaca”. Do dziś nie wiadomo kto ma rację, ale na szczęście oba typy alkoholi mają się doskonale 🙂 Charakter alkoholu leżakowanego wynika z kontaktu z drewnem beczki. To właśnie dzięki niemu ostre smaki nowopowstałego spirytusu, który bez rektyfikacji można by określić mianem „industrialnego bimbru”, łagodnieją z czasem. Istnieje też możliwość pójścia po bandzie i spotkania się z tymi „charakternymi” smakami bez leżakowania pijąc np. okowitę, amerykańskiego white doga, czy irlandzki potcheen. To doświadczenie ma jednak charakter stricte degustacyjny i wymiar bardziej „poznania smaku” niż alkoholu, który można konsumować jako napój wyskokowy o uniwersalnym zastosowaniu np. do picia na czysto i w koktajlach.

Wódka Miler – co to za spirytus?

Krótko przed pojawieniem się na rynku wódki Miler, odbyłem rejs po Morzu Hebrydzkim do destylarni whisky, a później udałem się do Francji, zwiedzać destylarnie koniaku, armaniaku i calvadosu, gdzie powstały moje programy video na ten temat (link). Dowiedziałem się dużo o destylacji i zacząłem przekładać tę wiedzę na wódkę, odwiedzając różne gorzelnie i zakłady rektyfikacyjne w Polsce. Nie ukrywam, że jako biotechnolog najbardziej wierzę w takich sprawach nauce, więc postanowiłem rozpocząć przygotowania właśnie od świata akademickiego. We wstępnym ustaleniu kryteriów dot. selekcji spirytusu pomógł mi pewien profesor, który zajmuje się między innymi badaniem chemicznej czystości spirytusu. Kiedy wiedziałem już, gdzie się wybrać rozpocząłem rozmowy z zakładami produkcyjnymi.

Mając to wszystko na uwadze, od początku było dla mnie jasne, że chcę stworzyć wódkę, która ma smak przyjemny, ale przede wszystkim nadający się do łatwego picia co postawiłem sobie jako główny cel marki. I to właśnie dlatego wybrłem rektyfikat. Przez lata wykształciliśmy dziesiątki sposobów na to, aby smak wódki ukrywać. Pomyślcie sami: popitki, zagryzki, koktajle, soki, napoje, lód, mrożenie itd. Ja szukam wódki na tyle łagodnej, że można jej się po prostu napić lub, chcąc uniknąć spotkania ze smakiem etanolu (który przecież tam jest!), eksperymentować z łączeniem jej smaku z ciekawymi przekąskami jak np. tatar, ikra, kiełbasa, kawior czy mięsa.

 

Jaki profil spirytusu cenię?

W przeciwieństwie do spirytusów zbożowych, spirytus ziemniaczany jest słodki i kremowy. Ponieważ smak słodki, a zaraz po nim kwaśny (co doskonale widać w koktajlach), najlepiej ukrywa obecność alkoholu, uznałem, że wódka Miler może być zabutelkowana w stężeniu 42%, a nie 40% co nie wpływa negatywnie na jej smak, ale oczywiście podnosi koszt akcyzy. Tak czy inaczej, według mnie to dobra decyzja, która podkreśla wyjątkowość spirytusu z ziemniaków.

Jak wybrałem butelkę?

Każda osoba świadoma ograniczonych możliwości marketingowych alkoholi rozumie, że butelka trunku jest niewiarygodnie ważna. Słabych butelek nie jesteśmy w stanie zapamiętać i rozpoznać, podczas gdy butelki legendarne widzimy na barze lub półce sklepowej już z oddali (np. Jack Daniel’s, Johnnie Walker, Bombay itp.). Oczywiście od samego początku było dla mnie jasne, że nie stać mnie na własną formę butelki, której stworzenie może kosztować nawet 25.000 EUR i wcale nie daje gwarancji większego sukcesu produktu. Sięgnąłem zatem do doświadczeń własnych.

Od wielu lat interesuję się alkoholami i wzornictwem butelek, a także hutnictwem. Od razu wiedziałem, że potrzebna mi tzw. „dumpy bottle”, w której wódka może wyglądać wspaniale. Butelka taka jest doskonale znana ze świata alkoholi, takich jak whisky (np. Monkey Shoulder, Aberlour czy Glenglassaugh, która BTW butelkowana w identyczną butelkę jak wódka Miler Spirits), czy koniak (np. Bache Gabrielsen). Oczywiście podobną butelkę wykorzystują także inne wódki (z ultrasławnym Absolutem na czele), ALE dla mnie koncepcja wiąże się z uniwersalnością i moimi doświadczeniami ze świata brown spirits. To samo dotyczy z resztą ręcznie opisanej etykiety.

Co to za dzik?

Dzik kojarzy mi się z ryciem ryjem (gwizdem) w ziemi w poszukiwaniu ziemniaków. Kojarzy mi się także z postawą nieprzejednaną jaką sam w życiu staram się prezentować w obliczu przeciwieństw. Było dla mnie jasne, że chce mieć go w logo. Projekt przygotował mój serdeczny kolega, który jest wybitnie utalentowanym grafikiem i to bardzo szczęśliwym dla mnie. Jego portfolio możecie obejrzeć tutaj.  Nie jestem przesądny, ale Wojtek robił logo Miler Menswear, które jest uwielbiane przez klientów. Nie wiem, co myślał Wojtek, kiedy wysłałem mu maila z pierwszą koncepcją na logo. Napisałem, że dzik nie ma wyglądać jak rustykalna rycina, ani nie może być agresywny i rozpędzony w taki sposób, że oglądający pomyśli sobie, że kto spotyka w lesie dzika ten … Wojtek przyjął to na spokojnie i podesłał mi koncepcję na logo, które miało wywodzić się od:

  • odcisku palca – bo to projekt autorski
  • banknotów – bo to przecież biznes
  • map – bo alkohole, którymi się zajmuje, są z całego świata
  • drewna – bo alkohole w nim leżakują

Kiedy Wojtek pracował nad dzikiem, ja wyjechałem z żoną na wakacje do Hiszpanii. Dzwoniliśmy do siebie z Wojtkiem, rozmawiając bez przerwy … tak, głownie o dziku 😀 Dzisiaj wspominam to z uśmiechem. W końcu powstało logo, które spełnia wszystkie powyższe założenia. Reszta to już historia …  którą BTW właśnie piszę na Waszych oczach 😀

Konfiguracja butelki i ręcznie opisane etykiety

Mamy zatem kształt butelki i logo dzika, ale to dopiero początek drogi. Teraz stanęło przede mną zadanie przygotowania butelki, która komunikuje tak wiele tak niewieloma elementami. Oczywistą oczywistością stał się fakt, że jak to mówią Amerykanie „details matter” i całość rozegra się na poziomie szczegółów, których być może finalny konsument nie będzie umiał nazwać lub zdefiniować w sposób mierzalny (jak np. odcienie kolorów, hotstampingi itp.), ALE w efekcie całościowym będą one miały olbrzymie znaczenie.

Moja koncepcja na wódkę Miler Spirits

Chciałem zatem, żeby etykieta była prosta i ascetyczna, ale bardzo elegancka. W tym wypadku czerpałem garściami z mojej wiedzy o klasycznej męskiej elegancji. W zasadzie mógłbym opisać tę wódkę językiem ubrań – „Black Tie”.

Nie ukrywam, spotkałem się już z głosami w takim tonie: „Dzik nie jest luksusowy, nie wiem, co on w ogóle robi w logo takiej marki!”. ALE … Osobiście podoba mi się koncepcja bardzo eleganckiego faceta, który ma w sobie dzika, czyli kogoś o wielkiej sile i uporze. Zatem pozbawiłem dzika brązów i ubrałem go w czernie, srebra i grafity, a żeby podkreślić jego wyjątkowość, postanowiłem, że etykiety będą ręcznie opisane. Przyznam się bez bicia, że wtedy nie wiedziałem jeszcze ile to pracy. Opisanie 5000 etykiet drugiej serii zajęło prawie 80 godzin… I tak było warto, efekt jest wręcz oszałamiający! Butelka jest prosta, ale majestatyczna. Stonowana, a jednak elegancka. Po prostu „Less is more”.

Jak to wypadło?

Oto jak prezentowała się finalna wersja pierwszego rozlewu.

Pierwsza prezentacja butelki wypadła bardzo dobrze i przy okazji odrobinę zabawnie.

No i chyba się spodobała:

Choć nad projektem tym pracowałem wiele miesięcy, dopiero kiedy butelki naprawdę zostały dostarczone do siedziby firmy, zdecydowałem się na pokazanie ich światu. Będąc na targach ślubnych we Wrocławiu, w zasadzie to bez planu i w sumie tak przy okazji… wrzuciłem na FB zdjęcie butelek. Żeby było ciekawiej, zdjęcie zrobiłem telefonem, a w tle znajdują się majestatyczne, dębowe półki z alkoholami, które naprawdę stoją w sklepie Miler Spirits & Style przy Podgórnej w Poznaniu, ale tym razem są one po prostu roll-upem reklamowym stojącym w Hali Stulecia we Wrocławiu 🙂 Tak czy inaczej, zdjęcie wyszło naprawdę wspaniale i wtedy wszystko się zaczęło. Setki lajków i komentarzy i wielkie zainteresowanie nową marką. Zobaczcie sami …

Muszę dodać, że u nas w firmie koncepcja wódki została przyjęta od razu. Zrobiłem ostatnio DLA ŻARTU rysunek z wódką Miler z przykładową kampanią marketingową z przymrużeniem oka. Temat natychmiast podłapali nasi graficy 😉

 

Pierwsze degustacje

Cieszę się, że piszę ten artykuł już po kilku rozlewach wódki. Dzięki temu mogę podzielić się z Wami pierwszymi faktycznymi wrażeniami i doświadczeniami zainteresowanych, a nie tylko moimi subiektywnymi przemyśleniami teoretycznymi. Zatem podczas wizyty Miler Menswear i Miler Spirits na targach we Wrocławiu po prostu zabrałem ze sobą wódkę i degustowałem ją z zainteresowanymi. Co ciekawe, wśród pijących byli mężczyźni i kobiety. Wszyscy byli w różnym wieku.

Pomyślałem, że skoro stawiam na jakość i chcę być dumny z produktu, to nie mogę się w żaden sposób uchylać od mówienia o jego smaku. Wódka Miler Spirits doskonale nadaje się do mrożenia i koktajli, ALE ja podałem ją w kieliszkach tulipanowych, z których mój blog słynie od lat, w temperaturze pokojowej, bez rozcieńczania, bez popijania, bez przekąsek, bez niczego!

W końcu doszliśmy do wniosku, że wódka Miler „nie otrząsa”. I to było wszystko, czego mi trzeba! Najprostsze techniki analizy sensorycznej pozwalają rozłożyć alkohol na czynniki pierwsze. Wystarczy wytłumaczyć je degustującym i wrota do świata wódki stoją przed nami otworem.

… ale to i tak nie wszystko, ponieważ okazało się, że wódka Miler Spirits trafiła także w ręce niezależnych recenzentów i w sposób zupełnie niekonsultowany ze mną poddano ją publicznej degustacji. Zobaczcie sami.

Aktualizacja październik 2020

Równie miła recenzja pojawiła się w magazynie Ferment, gdzie Łukasz Klesyk, współautor sławnej książki „Między Wódką a Zakąską” przyznał mojej wódce aż 92/100 punktów! WOW! Dziękuję! 

Dzień sprzedaży

Moment sprzedaży pierwszej serii wódki to był prawdziwy odlot. Kiedy klienci Miler Spirits dowiedzieli się, że wódka jest na sprzedaż, nasz firmowy telefon rozdzwonił się, a zamówienia zaczęły spływać w średnim tempie prawie 1 na minutę. Po pięciu godzinach nie było już ani jednej butelki. Po 2 dniach od sprzedaży, na kolejną edycję czeka już ponad 400 osób!

Jak wyglądało to po naszej stronie, najlepiej ukazuje timelapse zrobiony przy stole, na którym stało 250 butelek do sprzedania zabieranych sukcesywnie przez pracowników Miler Spirits 😀

A do tego… powstał nawet WIERSZ <3 😉

Przy kolejnych edycjach było równie wspaniale! Rozlew z kwietnia 2018 w liczbie 5000 butelek sprzedawaliśmy przez około pół roku. Rozlew w tej samej liczbie pięciu tysięcy butelek ze stycznia 2019 rozszedł się w zaledwie trzy miesiące!

Wódka Miler Spirits na weselach

Nadmienię jeszcze, że jest pewne pole sprzedaży, w którym planuję w tym roku być absolutnie wyjątkowym graczem. Są to wesela! Nie, nie chodzi o to, że zakładam zespół grający covery, a już tym bardziej disco polo. Co roku jestem mocno związany z weselami, ponieważ szyjemy w Miler Menswear sporo garniturów weselnych. I mam zamiar to wykorzystać, bo rzeczywistość sama pokazuje mi, że to wręcz naturalne.

Po pierwszych kilku weselach z wódką Miler Spirits okazało się, że goście weselni nas uwielbiają. Oczywiście wódka Miler nigdy nie mogła konkurować ceną z markami z półki średniej i wyższej średniej, ale wiele par młodych wskazywało na fakt, że wódka tego typu jest po prostu wspaniałym narzędziem do „przełamywania lodów” między obiema stronami rodziny i weselnikami, którzy jeszcze się nie znają ponieważ ręcznie opisane etykiety, wskazane pochodzenie, rzadkie źródło cukru jakim jest ziemniak po prostu prowokują dyskusję. Z praktyki wie też, że weselnicy zwracają też uwagę na fakt, że wódka ta jest czymś nowym i niespotykanym.

Mało tego! Wartość kolekcjonerska!

Choć nigdy nie było to moją intencją i nigdy nie próbowałem budować komunikacji w takim kierunku, poprzednie edycje wódki Miler zaczęły krążyć w drugim obiegu kolekcjonerów. Z tego co wiem, najdrożej sprzedana butelka wódki Miler ze stycznia 2018 (pierwsza edycja) kosztowała zawrotną kwotę 1200 zł.

Co dalej, czyli jaki jest móc cel? 

Powyższa opowieść jest częścią historii mojego życia więc subiektywnie jest dla mnie już teraz czymś niezwykłym. Ja lubię jednak mierzyć się z tą prawdziwą rzeczywistością. Bądźmy szczerzy, wyprodukowanie butelki wódki z własnym nazwiskiem nie jest tożsame ze stworzeniem marki. Oczywiście miło jest pokazać to na FB i IG, ale marka zaczyna się, dopiero kiedy ludzie naprawdę chcą Twojego produktu i realnie go kupują. W przypadku alkoholu takiego jak wódka wymaga to sprzedania tysięcy, a nie setek butelek. Oczywiście bardzo łatwo jest tak butnie to napisać, ale jak z większością poważnych rzeczy w życiu, dużo trudniej to zrobić. Dlatego właśnie mój cel w tym projekcie jest trzyetapowy. Oto co chciałbym osiągnąć.

Obszar I  – „oko w oko z rzeczywistością”

Ustanowić wódkę Miler Spirits jako najlepiej wyselekcjonowany alkohol w kategorii wódka na polskim rynku i zyskać popularność wśród własnych odbiorców, którzy jak mam nadzieję, zaufają mi i stając się „early-adopterami”, będą sami chcieli rekomendować ten produkt bez mojego udziału w oparciu o rzeczywiste doświadczenia smakowe i jakość. Etap ten w zasadzie mam już za sobą i o ile nie da się go zmierzyć, wygląda na to, że osiągnąłem go, sprzedając zaledwie 250 butelek!

Aktualizacje

Update I 2019: Rok 2018 przyniósł wódce Miler Spirits sprzedaż w wysokości 250 butelek rozlewu styczniowego i 5.000 butelek rozlewu kwietniowego. Obecnie jesteśmy przed kolejnym rozlewem „Styczeń 2019”.

Update II 2019: Rozlew „Styczeń 2019” w liczbie 5000 butelek sprzedał się w trzy miesiące. Kolejny rozlew zaplanowany na maj 2019 pojawi się po 2 miesiącach nieobecności wódki na rynku.

Update III 2019: Rozlew „Maj 2019” rozszedł się w rekordowej jak dotąd liczbie 10.000 butelek z czego w pierwszym miesiącu sprzedało się ponad 3000 sztuk.

Update IV 2019: Obok rozlewu czarnej etykiety 42% pojawił się kolekcjonerski rozlew „Czerwiec 2019” w liczbie zaledwie 966 butelek 0 mocy 50%. Nie udało się rozlać planowanego 1000 butelek z uwagi na fakt, że wypisane ręcznie etykiety uległy zniszczeniu.

Wielkopolska Wódka Miler Spirits

Update V 2019: Pojawia się rozlew listopadowy. Niestety przez problemy technologiczne (nieprawdiłowe dopasowanie korków do szyjki butelki), zostaje on zmniejszony do zaledwie 3.500 butelek zamiast 10.000. Oznacza to tym samym, że jest to najmniejszy rozlew wódki 42% od czasu serii prototypowej. I pewnie dość szybko się skończy… Niestety podpisałem całe 10.000 etykiet więc część pracy to „para w gwizdek” 🙁

Update I 2020 – marcowy rozlew zbiegł się w czasie z rozpoczęciem pandemii przez co unikając ryzyka postanowiłem zabutelkować 5000 butelek, które sprzedały się w niecałe trzy miesiące.

Update II 2020 – październikowy rozlew Miler Spirits to prawdziwe szaleństwo – 11.000 butelek dostępnych pod czterema etykietami. Obok czarnej etykiety 42% i niebieskiej 50% do rodziny butelek z dzikie dołączyły pigwówka i wiśniówka! 

 

Obszar II – własna dystrybucja

W tej chwili, aby mieć realny wpływa na smak alkoholu, muszę selekcjonować spirytus i szukać tego, który odpowiada moim kryteriom jakościowym. Ja natomiast dążę do tego, żeby tworzyć go na moje zamówienie w zgodzie z moim oczekiwaniami. Nie chcę nadużywać tego słowa, ale chciałbym taki alkohol „bespoke” i mam na niego pomysł. W świecie wódki rektyfikowanej, żeby to było możliwe, muszę rozmawiać z najlepszymi gorzelniami o całych nastawach (ang. batch – słowo często widniejące na butelkach whisky), a nie setkach litrów czy nawet kilku hektolitrach spirytusu. Gorzelnicy najchętniej rozmawiają o cysternie. Cysterna to 30.000 litrów spirytusu, czyli uogólniając 60.000 butelek wódki. Dla stworzenia mocnej marki wódki rektyfikowanej to minimum, ale jednocześnie to już za dużo, żeby sprzedać ją samodzielnie w jednym punkcie.

Do czego chciałbym doprowadzić?

Jeśli nie będzie tak, że pod sklepem Miler przy ulicy Podgórnej w Poznaniu ustawi się kolejka, która skręci przy pomniku Cegielskiego i skończy się gdzieś pod Starym Marychem i do tego będzie ona kolejką nieustającą, to potrzebna będzie mi wsparcie dystrybucyjne. Jeśli wódka Miler Spirits będzie „gorąca”, mam realną szansę wejść do tzw. kanału szerszej dystrybucji, czyli do sklepów specjalistycznych i konkurować z markami wódki, które uważane są za najbardziej prestiżowe, stojąc obok nich na półce i oferując rzeczy, których one nie oferują – selekcję alkoholu, ręcznie opisane etykiety, jakość butelki z powodzeniem konkurująca z etykietami niemal dwukrotnie droższymi. Oprócz tego czeka mnie też dużo pracy w kanale HoReCa (HoteleRestauracjaCatering) polegającej na umieszczaniu wódki Miler Spirits w menu restauracji i barów.

Aktualizacje

Edit I 2019: Poprzedni rok był dla nas bardzo owocny i dzięki ciężkiej pracy rozbudowaliśmy sieć sprzedaży w Wielkopolsce obejmującą kilkadziesiąt punktów.

Edit II 2019: Dzieją się rzeczy niesamowite! O wódce Miler Spirits mówi coraz więcej osób i zgłaszają się do nas sklepy z CAŁEJ POLSKI! Nie ma nas jeszcze wszędzie, ale powoli rozprzestrzeniamy się po całym kraju!

Mapę dystrybucji wódki Miler Spirits obejrzeć możecie klikając tutaj lub w poniższy baner.

Edit I 2020

Oto nasza obecne sieć dystrybucji. Slowly but surely – stay tuned.

Etap III – „strefa marzeń”

Zanim zaczniecie czytać, powiem co myślę. Otóż jestem głęboko przekonany, że ludzie wolą czytać o tym, co już zrobiłeś, a nie o tym, co masz w planach. JEDNAK nikt nie może zabronić marzyć. A ja mam pewne marzenie i sam nie wierzę, że właśnie piszę o nim publicznie.

Chciałbym w dłuższym horyzoncie czasowym wyprowadzić wódkę Miler Spirits na rynki międzynarodowe.

Dlaczego? To proste! Chcę pokazać, że znane od lat ogromne marki to nie wszystko, co mamy w Polsce do zaoferowania. Brzmi to mocno, ale z mojej strony to bardziej asertywność niż zadziorność.

Coś osobistego…

Mam też drugi powód – trochę bardziej osobisty. Mimo dość bogatego dorobku zawodowego w świecie brown spirits, na poziomie globalnym zawsze musiałem oddawać trochę punktów na starcie, ponieważ (bez żadnych kompleksów i wyrzutów) jestem Polakiem mówiącym o szkockiej whisky lub francuskim koniaku czy karaibskim rumie. Milion razy słyszałem „Pan tu tak opowiada, a ja piłem ze Szkotem i on mi mówił…” Choć mógł gadać głupoty, dostawał kredyt zaufania za narodowość zbieżną z pochodzeniem trunku. I zawsze ciągnęło mnie do tego, żeby do wszystkich kompetencji „racjonalnych” dołożyć też ten ostatni „emocjonalny” element układanki – pochodzenie spójne z trunkiem, który propaguję. Czuję, że z wódką mogę przestać być „lokalnym specjalistą”.

Czy mam predyspozycje?

Jest we mnie wszytko, co potrzebne do tego, aby wynieść polską wódkę na orbitę międzynarodową. Mam wiedzę, wizerunek, znam języki w tym angielski na poziomie zbliżonym do polskiego, jestem z wykształcenia biotechnologiem, moje pochodzenie jest spójne nie tylko z pochodzeniem samej wódki (Polska), ale także źródła cukru tej konkretnej wódki – poznańska pyra tej ;), mam też rozległe doświadczenie w degustowaniu i marynarkę klubową od MILER Menswear 🐗🕺🏼 Czuję się gotowy. I co najważniejsze, mam wsparcie od Was! 

I właśnie dlatego po uzyskaniu pierwszych danych sprzedażowych, które mogłyby zainteresować dystrybutorów w innych krajach i gotówki, która na to pozwoli, chciałbym wyjechać z wódką Miler Spirits na kilka międzynarodowych imprez targowych i tam zmierzyć się z rzeczywistością po raz kolejny sprawdzając, czy moje umiejętności i kompetencje mogą być uznawane także na arenie międzynarodowej. 

OMG to brzmi bardzo wybujale. Dostanę pewnie za to po uszach w Internecie, ale na to też jestem gotowy 🙂 Choć tak naprawdę, to wierzę, że nie musi tak być, bo wiem, że jest wiele osób, które mnie wspierają 😀

I co teraz?

Ponieważ poprzednia partia wódki Miler Spirits wyprzedała się na pniu, obecnie pracujemy nad następnym rozlewem. Kolejka oczekujących jest już długa.

Jeśli nie chcecie przegapić okazji zakupu wódki Miler Spirits z nadchodzącego rozlewu, klikajcie w poniższy baner i wypełnijcie formularz, abyśmy mogli powiadomić Was o starcie sprzedaży!

 

Oto wódka Miler Spirits i jej historia od samego początku do dzisiaj. Mam nadzieję, że była ona dla Was interesująca. Być może zechcecie śledzić ją dalej, a być może, podobnie jak ja, przekuć na rzeczywistość!

 



Kieliszki do degustacji whisky



Nowy rozlew wódki Miler Spirits

9 Responses to Jak stworzyć markę własną alkoholu? Wódka Miler Spirits z wielkopolskich ziemniaków

  1. Borewicz pisze:

    Brawo za chęć dodania emocjonalnego akcentu, to są prawdziwe marzenia.

  2. foka666 pisze:

    To kiedy ta następna partia wreszcie, bo tak obserwuję i nic, cisza. Jeśli jeszcze są dostępne w kolejce oczekujących i będą w porównywalnej cenie do pierwszej edycji ,to poproszę 5 buteleczek 🙂

    • Tomasz Miler pisze:

      No jak? Było 300 butelek w styczniu i potem wyszła duża partia w kwietniu, której niewielka część jest cały czas dostępna. Kilkaset butelek jest cały czas a marketach Auchan w całej Polsce.

      • foka666 pisze:

        No to przegapiłem ,gdzieś nie wszystko widzę, wysyłam małżonkę na poszukiwania do Auchan. Sklepu internetowego nie ogarniam 😉 ale jak nie znajdzie to będę się kontaktował wiadomością o przesyłkę

  3. Krzysztof pisze:

    Wspaniale czyta się Pańską opowieść, tym bardziej, że jej zakończenie jest bardzo pozytywne, a również dalsza przyszłość jawi się kolorowo 🙂
    Mam nadzieję, że uda mi się kupić butelkę.

  4. Ilak pisze:

    No w chwaleniu sie to ten pan jest brawurowy. W swiecie, w którym zyjemy to bedzie funktionowac!

  5. Michal pisze:

    Aż micha się uśmiecha, ze ktoś odniósł w taki sposób sukces. Nie pije ale jak będę miał wesele kiedyś miler na stole będzie 🙂

  6. Jarek pisze:

    Ta opowieść jest tak inspirująca… normalnie aż mi skrzydła od tego urosły! 😀
    Lecę do Auchan i trzymam kciuki mocno kibicując!
    Liczę na kolejne Update artykułu.

    Pozdrawiam z Podkarpacia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

« »
Scroll to top