Chcesz wziąć udział w degustacji whisky ze mną?
Sprawdź kiedy poprowadzę kolejną w Twoim mieście

Wszystko o Jack Daniel’s Tennessee Whiskey

Jack Daniel’s to najlepiej sprzedająca się whisk(e)y amerykańska, której logo jest tylko nieznacznie mniej rozpoznawalne niż logo coca-coli. No dobrze, może lekko przesadziłem, ale bez wątpienia białe napisy na czarnym tle mają już status legendy. Przyjrzyjmy się historii tej marki, w którą wplotę kilka zdjęć z mojej wizyty w tej destylarni, a w kolejnych wpisach opiszę po kolei wszystkie produkty marki Jack Daniel’s uwzględniając te, które nie są dostępne na polskim rynku.  Do dzieła!


Destylarnia

Destylarnia Jack Daniel’s znajduje się w USA, w stanie Tennessee, w miasteczku Lynchburg położonym w hrabstwie Moore. To zabawne, że hrabstwo to, będąc domem jednej z najbardziej legendarnych whiskey świata, jest suchym hrabstwem (ang. dry county), w którym hadnel alkoholem jest zakazany (handel – nie spożycie). Zatem w destylarni można kupić wyłącznie butelki „kolekcjonerskie” jako pamiątki jak np. Jack Daniel’s Monogram, ale butelek z podstawowej serii produktów na próżno szukać. Destylarnia Jack Daniel’s od 1956 roku należy do koncernu Brown-Froman, który posiada także bourbon Woodford Reserve oraz wódkę Finlandia.

Jack Daniel

Jack on the rocks 🙂

Założyciel destylarni – Jack Daniel – naprawdę na nazywał się Jasper Newton Daniel. Podobno imię to niezbyt przypadło mu do gustu więc wolał kiedy nazywano go „po prostu” Jack. Tak naprawdę nikt nie zna dokładnej daty urodzina pana Daniela ponieważ jego akt urodzenia spłonął w pożarze lokalnego sądu. Zakłada się, że urodził się we wrześniu roku pańskiego 1846, a jeśli tak właśnie było, to wynika z tego, że został on licencjonowanym producentem alkoholu w wieku zaledwie 20 lat! Fakt ten jest także wykorzystywany przez komunikację marketingową marki w kampanii o nazwie „September is Jack’s Birthday„. Jack Daniel zmarł w roku 1911 jako bezdzietny kawaler. Swoją spuściznę pozostawił ukochanemu krewnemu, którym był Lem Motlov. Przyczyna śmierci Jacka Daniela mogłaby zostać zakwalfikowana do ironicznych. Zabił go sejf, który widzicie na zdjęciu poniżej. Wbrew temu co możecie sobie wyobrażać, to nie sejf uderzył w Jacka, ale Jack w sejf ponieważ w złości spowodowanej faktem, że po raz kolejny zapomniał do niego kombinacji, kopnął go tak mocno, że uszkodził sobie stopę, w którą wdało się zakażenia zabierając do grobu założyciela jednej z najsławniejszych destylarni świata.

Odrobina Historii

Po śmierci Jacka Daniela destylarnię przejął wspomniany Lem Motlov. Miał on bardzo twardy orzech do zgryzienia ponieważ w stanie Tennessee prohibicja zaczęła się już w 1910 (co uniemożliwiło produkcję whiskey) i trwała aż do roku 1938 (dotyczy to wyłącznie stanu Tennessee poniewaz prohibicja w całych USA trwała w latach 1919-1933). Lem Motlov był senatorem stanu Tennessee i zażarcie walczył o zniesienie prohibicji, aby możliwe było wznowienie produkcji whiskey Jack Daniel’s.  To jednak nie wszystkie perturbacje ponieważ produkcja whiskey została zabroniona przez rząd także podczas drugiej wojny światowej i po niej. Na dobre, whiskey Jack Daniel’s wróciła na rynek w roku 1947. Około 10 lat później, w 1956 destylarnia została sprzedana firmie Brown-Froman, która posiada ją do dzisiaj.

Odwiedziny w destylarni

Lynchburg to małe miasteczko, w którym na próżno szukać miejskiego zgiełku. Niestety odwiedziny w destylarni to bardzo popularna atrakcja w regionie i ma ona charakter nieco masowy. No dobrze – bardzo masowy – destylarnię co roku odiwedza 200.000 osób, czyli 4x tyle co Szkocką wyspę Islay, na której znajduje się aż 8 sławnych destylarni. Ja również swego czasu byłem jednym z odwiedzających. Nie mogę powiedzieć, że się tam wynudziłem, ale nie mogę też powiedzieć żebym odkrył Amerykę. Na domiar złego, odwiedziłem destylarnię we wrześniu kiedy hala destylacyjna była zamknięta dla zwiedzających więc praktycznie widziałem wyłącznie proces produkcji węgla drzewnego, charcoal mellowing oraz magazyn. Tak czy inaczej odwiedziny w destylarni pozwalają poznać nieco bliżej kulturowy charakter whiskey Jack Daniel’s, która za granicą odbierana jest na wiele sposobów, ale wywodzi się z miejsca, w którym silny akcent uniemożliwia rozpoznanie języka angielskiego niewprawionemu uchu, a ogrodniczki i słomkowy kapelusz są najbardziej odpowiednim ubraniem. Jest to zresztą spójne z wizerunkiem marki, ale o tym niżej.

Znalazłem na YT (pół)amatorski film z wizyty w destylarni. Dość dobrze oddaje on klimat wizyty (choć musicie uwierzyć mi, że ten przewodnik mówi niemal bez akcentu :):

A przy okazji znalazłem też takiego mistrza pierwszego planu! Obrejrzyjcie ten filmik z przymróżeniem oka i uświadomcie sobie, że ludzie umieszczają w Internecie to co (w ich mniemaniu) podnosi ich prestiż 😉

Prestiżowy gość nieprawdaż? I ta nonszalancja na końcu! Po prostu ubaw po pachy 🙂 Wracamy do Jacka!

Proces produkcji

Od czasu do czasu spotykam kogoś, kto próbuje przekonać mnie do absolutnej wyjątkowości i prestiżowości whiseky Jack Daniel’s. Powiedzmy sobie to od razu prosto w oczy. Whiseky ta jest produktem mainstreamowym i masowym. Dużo bardziej chodzi w niej o spójność i powtarzalność smaku niż jego wyjątkowość. Bardzo lubię whiskey Jack Daniel’s No. 7 i chętnie piję ją z coca colą nie załamując przy tym rąk nad tym jak źle ją traktuję. A skoro to ważne stwierdzenie mamy już za sobą, to powiedzmy sobie teraz jak powstaje ta whiskey i co jest w niej tak wyjątkowego, że producent odcina się jak tylko może od nazwy bourbon. Trzeba sobie powiedzieć, że dla whiskey Jack Daniel’s dużo lepiej być praktycznie jedyną Tennessee Whiskey, niż jednym z wielu bourbonów. Tak czy inaczej nie ma żadnej cechy sensorycznej, która pozwalała by stwierdzić po smaku, że Jack Daniel’s na pewno jest Tennessee Whiskey, a nie bourbonem. Mało tego, prawo USA nie podaje osobnej definicji Tennessee Whisky, a Jack Daniel’s spełnia wszystkie wymogi bycia Straight Bourbon Whisky. Oprócz tego należy dodać, że Tennessee whisk(e)y to kategoria trunków które tworzą zaledwie cztery marki – obok Jacka Daniel’sa

w Tennessee produkowana jest także whisky (bez „e”) George Dickel oraz Collier and McKeel i Benjamin Prichard’s Tennessee Whiskey, ale ich łączna produkcja jest kropelką w morzu Jacka Daniel’sa.

Zacier whiskey Jack Daniel’s składa się z kukurydzy (80%), żyta (8%) i jęczmienia (12%). Whiskey ta jest destylowana kolumnowo. Najważniejszym etapem procesu produkcji jest charcoal mellowing (nazywany także Lincoln County Process albo Leaching), czyli filtracja przez kolumnę z węglem drzewnym z klonu, który jest produkowany na terenie destylarni w miejscu zwanym Rickyard (na zdjęciu poniżej). Najpierw deski o wymiarach 2×2 cale układane są w stosy, a później podpalane przy użyciu whisky, aby węgiel drzewny nie nabrał żadnych obcych aromatów. Później węgiel umieszcza się w kadziach o pojemności prawie 9.000 litrów i wysokości 3m i filtruje przez niego whiskey. To właśnie ten etap produkcji odróżnia whiskey Jack Daniel’s od bourbonów. W reklamach słyszymy często: „Without mellowing, Jack Daniel’s would simply be another bourbon„. I to właśnie cała tajemnica!

Filtracja usuwa z whisky zanieczyszczenia i sprawia, że dostaje się ona do beczki jako nieco łagodniejszy trunek. Warto dodać, że Gentleman Jack filtrowany jest zarówno przed leżakowaniem (jak każdy JD) jak i po leżakowaniu, co wyróżnia go w serii produktów.

W bardzo dużych magazynach w jakich leżakuję bourbony i Tennessee Whisk(e)y jest wiele pięter. Każdy mistrz destylacji doskonale zna regiony magazynu, które dają najlepszą whisky. Najgorszy obszar magazynu to parter – latem jest tam najchłodniej, a zimą najcieplej. Przez to roczna amplituda temperatur jest najniższa i najmniej whisky dostaje się do drewna kiedy to rozszerza się pod wpływem temperatury oraz najmniej whisky wyciskane jest z niego kiedy to kurczy się zimą.

Jack Daniel’s Green Label to whisky, która sprzedawana jest wyłącznie na terenie USA jako najtańszy Jack Daniel’s, pochodzi właśnie z parteru magazynu. W najbliższych dniach sprawdzimy czy rzeczywiście jest wyraźnie gorszy.

Po charcoal mellowing Jack Daniel’s ląduje w beczkach z nowego drewna dębowego. Choć whiskey ta nie podaje żadnej informacji o wieku wiadomo, że leżakuje przez około 5 lat (podobno).

Portfolio marki

Przede wszystkim to ten przegląd będzie już naprawdę szybki ponieważ wypiję wszystkie JD dwukrotnie w dwa następujące po sobie dni (w najbliższy weekend!). Już wcześniej opisałem bardzo dokładnie najnowszy produkt destylarni: Jack Daniel’s Tennessee Honey. Tym razem wypijemy:

  • Jack Daniel’s No. 7
  • Jack Daniel’s Green Label
  • Jack Daniel’s White Rabbit
  • Gentleman Jack
  • Jack Daniel’s Single Barrel
  • Jack Daniel’s Monogram
  • Winter Jack

Brzmi zachęcająco?

Nie tylko whiskey!

Warto wiedzieć, że Jack Daniel’s już dawno stał się elementem kultury amerykańskiej i jego wpływ rozpościera się daleko poza whiskey. W USA z łatwością kupić można wszelkiego rodzaju produkty spożywcze aromatyzowane tą whiskey jak np. sosy BBQ, orzeszki, ciastka i czekolady, a także ubrania i niezliczone gadżety.

Komunikacja marki

Do lat 50 XX w. marka Jack Daniel’s rozrastała się wyłącznie dzięki marketingowi szeptanemu. Dopiero później w prasie zaczęły pojawiać się reklamy, ale w tym czasie aż do lat 70 produkcja i tak nie była w stanie sprostać zapotrzebowaniu. Kamapnie Jacka z tego okresu opierały się na bardo ciekawym koncepcie. Główne hasło brzmiało tak: Wolimy prosić Was o cierpliwość niż o przebaczenie. Innymi słowy, marka komunikowała światu, że zgodnie z nastawieniem jej twórcy, nie zgodzi się na obniżenie jakości celem zaspokojenia popytu. Warto dostrzec, że to podejście musiało być wyjątkowo nowatorskie ponieważ w gruncie rzeczy było to wydawanie pieniędzy na to żeby powiedzieć ludziom, że produktu nie będzie 🙂 Jak widać zadziałało! Dopiero w latach 70 firma Brown-Froman zdecydowała się na zburzenie starej destylarni i wybudowanie większej i nowocześniejszej destylarni, która mogła produkować odpowiedni ilości whiskey. I w ten sposób światowa sprzedaż whiskey Jack Daniel’s potroiła się w latach 1973-1986.

Dzisiaj marketing marki Jack Daniel’s cały czas opiera się na założeniu, że jest to whisky z tradycją, która powstaje przez cały czas w ten sam sposób w absolutnie wyjątkowym miejscu. Dlatego właśnie komunikacja marketingowa tej marki nie opływa w luksusy i piękne kobiety. Obrazy asocjowane z marką Jack Daniel’s to codziennie sceny z życia Lynchburga, w których ludzie ubrani są właśnie tak jak Pan ze zdjęcia kilka akapitów wyżej. Warto też dodać, że marka bardzo dba o to, aby ukazywać Jacka Daniela jako wyjątkową, silną i niezależną osobowość, która zbudowała pewny fundament swojej whiskey. A teraz jeszcze raz obejrzyjcie video z wizyty w destylarni i posłuchajcie wypowiedzi ostatniego mówcy. Już rozumiecie?

OK, starczy już tych „buzz words”. Podsumowując strategię marketingową marki Jack Daniel’s warto zauważyć, że marka unika przecen na whiskey, odwrotnie niż inne światowe marki, nie próbuje dopasować się do rynków lokalnych oraz cały czas korzysta ze starego (i jak dobrze sprawdzonego) modelu marketingowego. Powiem szczerze, że jako globalne posunięcie marketingowe, jest to imponujące.

Lokowanie produktu

W budowaniu pozycji marki Jack Daniel’s potężną rolę odegrało product placement ztj. lokowanie produktu. Ciekawe jest to, że firma nigdy nie musiała za nie płacić (podobno). Amerykanie po prostu kochają Jacka! Gdybym chciał napisać artykuł o sławach, które jawnie asocjowały się z Jack Daniel’s Tennessee Whiskey, musiałbym pewnie stowrzyć wiecznie otwarty wpis na kształt rankingu najpiękniejszych butelek świata, i uzupełniać go bez przerwy. Lista nazwisk jest długa i imponująca: Sinatra, Truman, Hoover, Paul Newman, Rolling Stones, Keith Richards, Slash, Danzel Washington, Brad Pitt, Ben Affleck, Leonardo DiCaprio itd. itd.

Podsumowując!

Jak widzicie, dużo by tu pisać. Niezależnie od tego jak wielkie dziedzictwo ma marka Jack Daniel’s i jak wiele historii i osób się z nią wiąże, jej wartość wyznacza tylko i wyłącznie smak. I po tym wstępie właśnie smak będziemy sprawdzać (i to w systemie punktowym). Zatem w przyszłym tygodniu na MilerPije.pl, codziennie Jack Daniel’s! Będziecie tu?

zp8497586rq

 

 

Mój najnowszy projekt

Z wielką dumą informuję, że dzięki Miler Spirits, po 100 latach nieobecności do Polski powraca kultowa brandy marki Shustoff !!! Specjalnie dla czytelników MilerPije przygotowałem możliwość zamówienia butelki wersji 11yo w cenie 129zł zamiast 169.

Żeby odebrać voucher rabatowy podaj swój adres e-mail poniżej…

48 Responses to Wszystko o Jack Daniel’s Tennessee Whiskey

  1. czlowiekfinn pisze:

    Jasne, że będziemy!

  2. Volant pisze:

    Jeden z najlepszych artykułów o Jacku, a jako jego wieloletni fan (w kategorii whisk(e)y popularnych), wiem co mówię.

    Czekam na oceny poszczególnych produktów, bo z tego co widziałem po zapowiedziach, nie do wszystkich jeszcze udało mi się dotrzeć 🙂

    • Tomasz Miler pisze:

      JD Monogram można kupić tylko w destylarni i paru sklepach, w których sprzedawcy kupili go w destylarni 🙂
      A jeśli artykuł Ci się podoba to … you are social – wiesz co robić 🙂

  3. jj pisze:

    Miał on bardzo ciężki orzech do zgryzienia ponieważ w stanie – a nie twardy orzech?

  4. atom84 pisze:

    ostatnio JD monogram widziałem w jakimś sklepie internetowym (polskim) za 199zl za 07.

  5. MSaddict pisze:

    W beczkach po JD fermentuje sos Tabasco 🙂

  6. anotherbartender pisze:

    z tym sejfem to tak w ogóle było tak, że JD poszedł do pracy na kacu i zapomniał tej kombinacji, po czym kopnął sejf wdało się zakażenie i zmarł. I mówi się że JD zostawił nam ważną lekcję żeby nie pracować na kacu.
    Jeszcze chciałbym wtrącić odnośnie nazywania JD bourbonem, czy nie jest czasem tak że żeby whiskey nazywać bourbonem musi ona być wyprodukowana w Kentucky, a Kentucky i Tennessee to są oddzielne stany?
    Tak mi się coś wydaje ale nie jestem pewien.

    • anotherbartender pisze:

      chyba mnie ktoś okłamał…
      za wikipedią.org
      „Bourbon’s legal definition varies somewhat from country to country, but many trade agreements require the name bourbon to be reserved for products made in the United States”

      • Tomasz Miler pisze:

        Napiszę chyba o tym osobny artykuł. W tym artykule odnoszę się wyłącznie do definicji obowiązujących na terenie USA.

    • Marek Gubiec pisze:

      Bourbon to bourbon, gdziekolwiek w stanach, min. 2 lata w świeżo opalonych beczkach, min. 51% kukurydzy w zacierze. Z ograniczeniem do stanu Kentucky wiąże się miano „Kentucky Straight Bourbon”.

      • Witam wszystkich, jako że jestem tu po raz pierwszy (i chyba nie ostatni)
        Czuję, że muszę skomentować wpis Marka Gubca. Otóż Marku:
        Rzeczywiście bourbon whiskey musi powstawać w USA, by był bourbonem, jednak min. 2 lata w beczce obowiązuje tylko Straight Bourbona. Legalnie wystarczy zalać destylat do beczki, poczekać parę chwil i wylać z beczki bourbon whiskey (jej paleta po tak krótkim leżakowaniu to już inna historia). Min. 51% udziału kukurydzy w zacierze, to też nieprawda – ma być ponad 50% (czyli np. 50,5%).
        Ograniczenie do stanu Kentucky obowiązuje tylko „Kentucky Bourbon Whiskey” i to czy jest ona Straight nie ma tu żadnego znaczenia.
        Pozdrawiam /Tomasz falkowski

    • Bourbon Whiskey musi powstawać w USA. Nazwa stanu na etykiecie bourbona nie jest konieczna, jednak jeśli producent ją umieszcza, to stan ten ma realnie odzwierciedlać miejsce powstawania tego bourbona.
      Co do tego, czy Tennessee Whiskey można nazwać bourbonem – zapraszam na moją stronę:
      http://american-whiskey.cba.pl/tennessee_wiedza.php
      Tam tłumaczę wszelkie zawiłości w kwestii Tennessee Whiskey w dwóch zamieszczonych tekstach

      • anotherbartender pisze:

        Wielkie dzięki, za rzeczową odpowiedź.
        Te informacje rzucają wiele światła, na ten temat.
        Mity zostały obalone, a wiedza usystematyzowana.
        Pozdrawiam!

  7. K pisze:

    Czy zakup butelki JD można traktować jak inwestycję?

    • Tomasz Miler pisze:

      Nie! Chyba, że kupisz w destylarni Monograma i potem odsprzedaż go o 50 albo 100% drożej, ale co to za inwestycja?
      Zarobić mógłbyś trochę na edycjach limitowanych po czasie, ale ROI, który one wygenerują nie zbliża się nawet do poziomów, które daje SM.

      • Paweł pisze:

        Nigdy nie wiadomo czy eurosocjaliści nie wpadną na pomysł zaporowych cen na produkty z za oceanu albo wprowadzenia prohibicji.

  8. Wojtek pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł, świetnie się czyta, interesujące informacje, zwłaszcza w kwestii marketingu.Good job ! 🙂
    Przydałoby się więcej zdjęć odautorskich.
    No i elegancja w ubiorze gdzieś prysnęła. Autor poddał się pod tym względem amerykańskiemu uniformizmowi i „bylejakości”.
    Marynarka i muszka w Tennessee to na pewno byłby szok, warty nawet wzmianki w CNN 🙂
    >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
    Na poważnie…..
    Czy napój , który jest robiony z kukurydzy można nazywać whiskey ? Przecież brandy ma więcej wspólnego z winem niż „kukurydzianka” ze szkocką whiskey.
    Nie mówiąc już minimalnym 3 letnim leżakowaniu. Nie zadaje tego pytania Autorowi, bo
    „grabież” tej nazwy nastąpiła dawno temu. Zadaje to pytanie pod dyskusje.

    JD piłem w tym samym czasie kiedy piłem JW Red, czyli w epoce lodowcowo – puszkowej.
    Dwa kilogramy lodu i dwie puszki Coli. Inaczej tych napojów nie da się „spożytkować”
    Mimo to lepiej wspominam JW Red niż JD. Od tego czasu nie tknąłem żadnej whiskey made in America, pomimo,ze mam w sobie ducha odkrywcy. Po prostu wole Szkocję z jej rygorami, zasadami i tradycją, które przekładają się na jakość i niepowtarzalność niż na Coca Cole z dodatkiem alkoholu, która na dodatek przywłaszczyła sobie nazwę – whisk(e)y

    Odnośnie celebrytow, którzy pili ten płyn…. Świadczy to tylko o tym, ze bogactwo materialne nie zawsze idzie w parze z bogactwem smaku.
    Pozdrawiam pijąc Glenmorangie Quinta Ruban 12

    • Tomasz Miler pisze:

      Wizerunek:
      –> jest to zdjęcie sprzed kilku lat. Bronią mnie wyłącznie boat shoes sperry top sider 😀 A tak na poważnie to wystarczyłoby zwężyć i skrócić spodnie i shcować w nie polówkę. Niestety wtedy tego nie wiedziałem. Teraz już wiem —> http://www.milerszyje.pl

      Sławy:

      –> pił go tez Winston Churchil, który ogólnie znał się na temacie. Porównywanie whisky amerykańskich do szkockich jest błędem. To tak jak dowodzić wyższości sernika nad makowcem. To dwie zupełnie odmienne rzeczy.

      Leżakowanie:

      –> JD leżakuje dłużej niż wiele tanich blendów + warto pamiętać, że w USA wymagane leżakowanie to rzeczywiście 2 lata, ALE w dziewiczej (a nie używanej tak jak w Szkocji) beczce, która dużo intensywniej starzy. Poza tym w KY jest dużo cieplej niż w Szkocji co też ma wpływ na szybkość starzenia.

      +

      Na zdrowie! 🙂

    • Adam pisze:

      To ma być wypowiedź „na poważnie”? Grabież tej nazwy nastąpiła mniej więcej w czasach, gdy irlandzcy przodkowie amerykańskich destylatorów zaczęli swoje wyroby etykietować „whiskey” by odróżnić je od wyrobów szkockich, gdyż te były wówczas wyjątkowo podłej jakości. Szkocja z jej rygorami, zasadami i tradycją? i pewnie jeszcze wszystko to pod sztandarem świętego single malta? Produkcja bourbona jest obwarowana znacznie ostrzejszymi przepisami niż szkockiej whisky. Tradycja i historia niejednej amerykańskiej marki (w tym JD) jest zaś znacznie ciekawsza i dłuższa niż większości stawianych obecnie na piedestale szkockich single maltów..
      Nie wiem co też ma do rzeczy minimalne 3letnie leżakowanie. Ten wymóg dotyczy szkockich whisky, straight bourbon musi dojrzewać lat co najmniej 2, ale w beczkach nowych i robi to w znacznie bardziej dynamicznie zmieniających się warunkach atmosferycznych. Przez co tam, gdzie szkot jeszcze dobrze nie zaczął się rozkręcać bourbon jest już dawno w kwiecie wieku. Dodam, że jeśli na etykiecie bourbonu nie ma informacji o wieku, to znaczy, że w beczce spędził lat co najmniej 4 (dotyczy to praktycznie wszystkich w miarę popularnych marek u nas, jak JD czy Jim Beam).
      Jestem niemal pewien, że gdybyś w epoce „lodowcowo-puszkowej” próbował Glenmorangie, to dziś byś może po nim jechał bardziej nawet niż po JD. Kwestia wyrobienia podniebienia. Zamiast więc się okopywać na dość zabawnej pozycji „piłem JD jak byłem mały i mi nie podszedł więc od tamtego czasu nie piłem już zadnego bourbona, ale będę go wyśmiewał, bo dojrzałem już do picia single maltów”. Trochę powagi. U mnie w barku Macallan stoi obok Heaven Hilla i jakoś sobie do korków nie skaczą. No i jakby nie patrzeć – to glenmorangie wlewa się do beczek po jacku danielsie, by wyciągnęło trochę jego charakteru, a nie odwrotnie;)
      pozdrawiam

  9. M pisze:

    Mam pytanie odnośnie terminologii.
    Czy pojęcia single malt i single barrel są tożsame?
    Single malt to whisky pochodząca z jednego słodu, nie mieszana. Natomiast single barrel z jednej beczki, ale czy jest to jednoznaczne, że w tej jednej beczce jest tylko jeden słód?
    Czy single malt może pochodzić z ‚kilku’ beczek, a single barrel z kilku słodów?

    • Tomasz Miler pisze:

      Pytanie proste, ale porusza wiele wątków więc odpowiedź będzie złożona:

      -single malt to whisky nie tylko z jednego słodu, ale też z jednej destylarni. Whisky z jednego słodu, ale wielu destylarni nazywa się dzisiaj blended malt (kiedyś pure malt lub vatted malt). Więcej na temat pojęcia single malt tutaj:

      http://www.milerpije.pl/jak-to-jest-byc-single.html

      -single barrel można utożsamiać z pojęciem single cask: Amerykanie nazywają beczki barrels, a Szkoci casks. Sprawa jest nieco bardziej złożona, bo beczki te mają różną pojemność i tak naprawdę Szkoci robią swoje casks z używanych desek po amerykańskich barrels, ale o tym może jeszcze kiedyś napiszę 🙂

  10. dd pisze:

    Świetny artykuł! Cieszę się, że wrócił Pan do opisywania whisky/whiskey, bo bałem się, że ugrzązł Pan w koniakach i eventach 😉

    Przy okazji mam pytanie: słyszał Pan o whisky Lochlan 8 yo? Ostatnio pojawiła się w Tesco za 49 zł, to chyba ich brand, oprawa graficzna trochę w stylu single maltów, choć to blend. Co ciekawe na etykiecie znajdziemy napis „carefully selected by Richard Paterson”. Tak wygląda: http://www.flickr.com/photos/65271786@N00/8078189412/

    • Tomasz Miler pisze:

      Dla mnie najważniejsze jest picie whiskyi postaram się na tym skupić w najbliższym czasie. Co do wymienionej whisky, to nie znam jej, ale planuje przeglad whisky z dyskontow!

    • K.M pisze:

      Strasznie mnie intryguje ten Lochlan 8 yo, wizerunkowo rzeczywiście mocno akcentuje do S.M. , może zaryzykuje 🙂

      • Krzysiek pisze:

        Mimo, że buźka sugeruje, wypowiedź z przymrużenie oka, to jednak powiem, żebyś się nie złapał na trywialny, toporny i najprostszy chwyt marketingowy, czyli opakowanie, do złudzenia, wizerunkowo zbliżone do SM, nawet korek jest.

  11. luk pisze:

    Witam, mam 2 pytania, dlaczego w 2010 wypuszczony był Jack Daniel’s z etykietą Happy Birthday 160 ponoć na 160 urodziny Jacka? I po drugie, z jakiego źródła czerpiesz informacje co do kategorii Tennessee Whiskey, w sensie że prawo amerykańskie jej nie wyróżnia? Pytam, gdyż każde źródło podaje rozbieżne informacje i zwariować można 🙂 z góry dzięki za odp

    • Witam.
      Chętnie odpowiem na oba pytania zamiast zainteresowanego (tu proszę o jego wybaczenie):
      1. Co do daty urodzin Jacka Daniela, to raczej zachęcam do przymróżenia oka na tę kwestię. Do dziś nikt do końca nie
      wie, kiedy naprawdę JD się urodził (ratusz z dokumentacją spłonął w swoim czasie doszczętnie)
      2. Co do kwestii rzekomego gatunku „Tennessee Whiskey” – to zapraszam na moją stronę:
      http://american-whiskey.cba.pl
      Tam w dziale „Tennessee Whiskey” kliknij na zakładkę „Wiedza” i na plik: „Mit Tennessee Whiskey”
      Dla leniwych podaję poniżej bezpośredni link do tekstu tego pliku:
      http://american-whiskey.cba.pl/tennesse/wiedza_2.htm
      Tam wyjaśniam zawiłości związane z Tennessee Whiskey. Również zachęcam do sięgnięcia po marcowy numer „Rynków Alkoholowych” (dopiero rzecz jasna będzie) – tam piszę artykuł o tej kwestii i o człowieku, który nie bał się mitu Tennessee przełamać.
      Pozdrawiam

  12. acinron pisze:

    fajny artykulik
    co do inwestowania w tą whiskey
    to zakup Jack Daniel’s White Rabbit pewnie nie przyniesie straty a w dodatku 80 zł jest do zaakceptowania
    myślę że za parę lat jak cała edycja zostanie wykupiona to pewnie da radę na niej zarobić
    dodatkowo cenę może znacznie podnieść ciekawy numer butelki
    np: AB 1234 lub xx 9999 czy xx 1111
    także kupując warto wyjąć butelki z pudełek i wybrać tą z najciekawszym numerem

    Lochlan 8 – ma faktycznie bardzo ciekawą butelkę
    myślę że 50 zł to dobra cena, acz jeszcze jej nie smakowałem

    • MS Addict pisze:

      acinron:
      Spróbowales już tego Lochlana? Pytam, bo producentem tego cuda jest chyba Whyte and Mackay 🙂
      Pozdro

  13. Tomek pisze:

    Ciekawy artykuł i fajne zdjęcia.
    Akurat tak się składa, że oprócz zamiłowania do smaku tego doskonałego trunku, jestem także kolekcjonerem i orientując się w cenach, nie postawił tak radykalnej tezy, że nie da się na tym zarobić. Nawet na „czarnym” czy „zielonym” Jacku da się zarobić. Oczywiście ja rozumiem, że nie jest to inwestycja idąca w tysiące zł ale zawsze coś. Jako przykład podam JD Green Label o pojemności 4/5 quart z papierową banderolą z roku 1974 jest dostępny okazyjnie za 280euro a butelka 750 ml „fake seal” z roku 1994 za ok $140. Oczywiście im butelka jest rzadsza, kolekcjonerska, tym wartość szybciej rośnie. Przykład ostatnich tygodni, czyli limitowana butelka Jack Daniels Sinatra Select upamiętniająca jednego z największych wielbicieli tej marki. W chwili obecnej dostępna tylko w niektórych Duty Free Shopach (nawet jeszcze nie w Destylarni) w cenie ok $150 a na Ebay dostępna za „jedyne” 270 euro. Szczerze wątpię aby wartość tej butelki z upływem lat nie wzrastała 🙂 A jak to mówią – butelka jest warta dokładnie tyle ile ktoś jest w stanie za nią zapłacić 🙂
    Jedyne czego żałuję, to że nasz rynek jest tak ubogi w porównaniu chociażby z innymi krajami Europejskimi, o Stanach już nie wspominając…

    • Tomasz Miler pisze:

      Rzeczywiście wypowiedziałem się zbyt mocno. Można zarobić na edycjach kolekcjonerskich ale ROI rzęcu 100% jest niczym w porównaniu z szybującymi cenami starych single maltów, gdzie wielokrotność wartości butelki można otrzymać już po kilku latach.

      • Tomek pisze:

        Jak najbardziej zgadzam się w kwestii Single Maltów, ale jak we wszystkim, także i w tym przypadku, miłość do trunku, marki, jej historii jest bezcenna 🙂

  14. acinron pisze:

    Czy Tomek to Tomasz Falkowski ?
    Pytam bo zawsze warto wiedzieć kto jest kto 🙂
    Bo jak tak to muszę powiedzieć że BourbonBlog powala na kolana 🙂 widać ogromny profesjonalizm i zaangażowanie
    nie ma jak pasja 🙂

    • Tomasz Miler pisze:

      Nie wiem do, którego Tomka się odnosisz 🙂 Tylu nas jest … ALE znam się z Tomkiem Falkowskim, również bardzo cenię jego wiedzę i łączy nas sympatia co widać po fakcie, że polecam jego bloga w linkach!

    • Dziękuję za komplement.
      Od razu wyjaśniam, że „Tomek”, to nie ja.
      Dopiero od dziś zagościłem na tym Blogu (Tomku Milerze – pozdrawiam cię gorąco), jako „Tomasz Falkowski” i żałuję, że nie uczyniłem tego wcześniej.

  15. Krzysiek pisze:

    Fajny blog, tylko mógłbyś bardziej poważnie traktować czytelników, bo chyba nie chodzi Ci tylko o klikalność…?
    Zapowiadałeś na miniony weekend przegląd Jacków, a tu cisza. Z koniakami było podobnie.
    Nie żebym się czepiał czy narzekał, tylko podobnie jak w życiu codziennym słowność i punktualność jest wyrazem szacunku do drugiej osoby, tak w sieci chyba powinno być podobnie. Oprócz elegancji w ubiorze, dobrze by było być eleganckim w manierach.
    pozdrawiam,
    stały i czasem zirytowany czytelnik.

    • Tomasz Miler pisze:

      Trafna krytyka. Przegląd JD zacząłem w zeszłym tygodniu artykułem o marce, a pierwsza notka z JD no. 7 pojawi się jeszcze dzisiaj! Przepraszam za opóźnienie – był śnieg na torach 🙂

  16. grzesiek pisze:

    Ciekawostka, ponoć zakrętki do butelek JD są produkowane w Polsce i płyną sobie w kontenerze do miejsca przeznaczenia.

  17. Czajkus pisze:

    Swoją drogą JD ma taki PR, że przecięty człowiek myśli, że w USA dawniej przed prohibicją i po ludzie tylko To pili z kwadratowych butelek z czarną etykietką. Podobnie jak się może wydawać, że za komuny to była głównie Żołądkowa Gorzka. Przed IIWŚ takich marek whiskey to były tysiące, nie wiem ile pito JD ale na pewno główną marką nie był. JD wypłynął dopiero jak Brown-Forman przejął w 1956 a potem „prawdę” tworzy już ten który przetrwał. Zobaczymy czy się czysty Jacek przyjmie?

  18. Tomek pisze:

    W kwestii wyjaśnienia, „Tomek” to ja, czyli Tomasz Przybyłek, tylko i wyłącznie kolekcjoner i smakosz-amator 🙂
    Jeśli chodzi o kwestię „wypłynięcia” JD dopiero pod wodzą B-F. Zdecydowanie zgadzam się z tą tezą, ale tylko jeżeli chodzi o powszechną świadomość i rozpoznawalność marki wśród zwykłych zjadaczy chleba, czyli ten cały cyrk z reklamą i PR. Natomiast faktem jest, że Destylarnia zdobyła sześć z siedmiu złotych medali, przed przejęciem marki przez B-F, a to moim skromnym zdaniem, może świadczyć o tym, że trunek ten był dosyć popularny.

    • Czajkus pisze:

      Największy polski po zaborem producent alkoholi B. Kasprowicz z Gniezna (mam na myśli firmy działające przed I WŚ) brał udział w 103 wystawach a jej właściciel, mimo że nie ubiegał się o żadne odznaczenia, uzyskał aż 91 nagród i medali, w tym 4 państwowe z królewsko-szwedzkim na czele. Sam Kasprowicz uważał, że bardzo dużo wystaw jest nieuczciwych i mocno naciąganych i wygłaszał ciekawe odczyty zat. „Nieuczciwe Wystawy” na ten temat. Po czym zrezygnował z ubiegania się o medale na wystawach, ale medale dalej dostawał. Wystawy to jest biznes jak „Laur Konsumenta” po dziś dzień i bez wiedzy o tych konkretnych wystawach należy mieć do nich duży dystans. Są wybitni amerykańscy specjaliści od pre-pro whiskey i fajnie by było od nich się dowiedzieć co sądzą o wczesnej popularności Jacka, bo teraźniejszej oczywiście nie można negować i jest wielka. Myślę, że jest wiele marek bourbonów, z których kilka jest wciąż produkowanych jak Old Grand-Dad czy Old Taylor, których historia i pochodzenie, dowody i fakty jest wielokrotnie lepiej udokumentowane niż Jack. Nikt nie wie kiedy Jack się urodził? No bez jaj, niech go odkopią i datują węglem 🙂

  19. […] Mam nadzieję, że udało Wam się dobrnąć do końca! Jutro wracamy do przeglądu marki Jack Daniel’s! […]

  20. […] Warto dodać, że beczki, z których rozlany zostanie JDGL leżakują na dole magazynu przez to wystawione są na mniejsze wahania temperatury i oddają whiskey mniej charakteru. Więcej na ten temat pisałem w pierwszym wpisie o JD. […]

  21. […] spotkań w Warszawie. Koktajlem wieczoru był „Smoked Old Fashioned” przygotowany na Tennessee Whiskey z użyciem smoking guna. Fot. […]

« »
Scroll to top