Chcesz wziąć udział w degustacji whisky ze mną?
Sprawdź kiedy poprowadzę kolejną w Twoim mieście

Jak stworzyć markę własną alkoholu? Wódka Ziemniaczana Miler Spirits

Niedawno odbyła się premiera Polskiej Wódki Ziemniaczanej Miler Spirits. Choć wcale tego nie planowałem, bo liczyłem się również z całkowitym brakiem zainteresowania, już w ciągu pierwszych kilku dni powstał z tego ciekawy case. Dzisiaj z przyjemnością dzielę się z Wami opisem procesu, który doprowadził do powstania tej marki i zdobycia przez nią niemal natychmiastowej popularności.

Dlaczego wódka?

Jak doskonale wiecie, już od lat prowadzę degustacje whisky. Robię to przede wszystkim dla dużego biznesu i dla czytelników MilerPije.pl. Piłem już prawie wszędzie, w Polsce i nie tylko, z tysiącami osób, w grupach od 2 do 700 osób. Mam też akademickie podłoże w występowaniu publicznym, wykształcenie biotechnologiczne oraz praktyczne przygotowanie w degustowaniu alkoholi mocnych i podróżach do destylarni na całym świecie. W swoim dorobku zawodowym mam także rozmaite współprace z korporacjami alkoholowymi np. jako sędzia w międzynarodowych zawodach barmańskich. Interesuję się także marketingiem alkoholowym, o czym wielokrotnie pisałem na łamach tego bloga. Od zawsze bolało mnie, że polska wódka to kategoria tak „zabetonowana”. Mamy wiele marek, ale w zasadzie wszystkie znane na świecie należą do dużych korporacji i nie oferują nic poza „jakością domniemaną”. Co przez to rozumiem? To proste, chodzi mi o dialog typu – wódka X jest najlepsza, ponieważ jest najlepsza, ma piękną butelkę i włożyliśmy ją do wiaderka z lodem”.
Oprócz tego, mamy też w Polsce ogromny dualizm. Z jednej strony chcemy być „ojcami sukcesu” wódki, sprzeczając się z Rosjanami o to, kto wódkę wymyślił, a z drugiej strony największą miłością konsumencką w Polsce cieszą się wódki ze Skandynawii. No i do tego mamy niemal całkowicie niezagospodarowany obszar gorzelnictwa, jakim są wódki ziemniaczane – dosłownie kilka marek. Chociaż spirytus ziemniaczany oferuje naprawdę wspaniałą jakość i jest czymś, co naprawdę wyróżnia Polskę na arenie międzynarodowej, niemal nikt go nie sprzedaje, ponieważ nasz rynek niemal w każdej branży jest, jak to mówią w korporacjach, „price-driven” (definiowany ceną) spirytus zbożowy jest dużo tańszy, a konsumenci przecież nie zadają pytań. Doszło zatem do tego, że jeśli na butelce nie jest napisane, z jakiego zboża jest wódka, to niemal na pewno jest z kukurydzy…

Koncepcja na produkt

Jak wiadomo, od dziesięcioleci trwa konflikt pomiędzy producentami alkoholi leżakowanych i czystych (wódek). Otóż zarzewiem konfliktu jest fakt, że to co ci pierwsi nazywają „charakterem”, ci drudzy nazywają „nieczystościami powodującymi kaca”. Do dziś nie wiadomo kto ma rację, ale na szczęście oba typy alkoholi mają się doskonale 🙂 Charakter alkoholu leżakowanego wynika z kontaktu z drewnem z beczki. To właśnie dzięki niemu ostre smaki nowopowstałego spirytusu, który bez rektyfikacji można by określić mianem „industrialnego bimbru”, łagodnieją z czasem. Istnieje też możliwość pójścia po bandzie i spotkania się z tymi „charakternymi” smakami bez leżakowania pijąc np. wódkę nierektyfikowaną, amerykańskiego white doga, czy irlandzki potcheen. To doświadczenie ma jednak charakter stricte degustacyjny i wymiar bardziej „poznania smaku” niż alkoholu, który można konsumować jako napój wyskokowy o uniwersalnym zastosowaniu np. do picia na czysto i w koktajlach.

Jaka wódka i skąd ją brać?

Przez ostatnie miesiące mało pisałem, ale dużo robiłem. W sierpniu odbyłem rejs po Morzu Hebrydzkim do destylarni whisky, a później udałem się do Francji, zwiedzać destylarnie koniaku, armaniaku i calvadosu, gdzie powstały moje programy video na ten temat (link). Dowiedziałem się dużo o destylacji i zacząłem przekładać tę wiedzę na wódkę, odwiedzając różne gorzelnie i zakłady rektyfikacyjne w Polsce. Nie ukrywam, że jako biotechnolog najbardziej wierzę w takich sprawach nauce, więc postanowiłem rozpocząć przygotowania właśnie od świata akademickiego. We wstępnym ustaleniu kryteriów dot. selekcji spirytusu pomógł mi znajomy profesor, który zajmuje się między innymi badaniem chemicznej czystości spirytusu. Kiedy wiedziałem już, gdzie się wybrać rozpocząłem rozmowy z zakładami produkcyjnymi.

Mając to wszystko na uwadze, od początku było dla mnie jasne, że chcę stworzyć wódkę, która ma smak przyjemny, ale przede wszystkim nadający się do łatwego picia. I to właśnie dlatego postawiłem na rektyfikat. Przez lata wykształciliśmy dziesiątki sposobów na to, aby smak wódki ukrywać: popitki, zagryzki, koktajle, soki, napoje, lód, mrożenie itd. Ja szukam wódki na tyle łagodnej, że można jej się po prostu napić lub, chcąc uniknąć spotkania ze smakiem etanolu (który przecież tam jest!), eksperymentować z łączeniem jej smaku z ciekawymi przekąskami jak np. tatar, ikra, kiełbasa, kawior czy mięsa.

Postawiłem zatem na spirytus „najwydestylowaniuchniejszy” 😉 (a teraz powiedz to po kilku kieliszkach) i nowoczesną technologię produkcji. Pracują tam wysokie kolumny rektyfikacyjne i laboratorium z chromatografem, działającym symultanicznie z ludzkim działem analizy sensorycznej. Następnie, po wyborze próbki alkoholu przeze mnie, spirytus jest rozcieńczany i trafia do butelek.

W przeciwieństwie do spirytusów zbożowych, spirytus ziemniaczany jest słodki i kremowy. Ponieważ smak słodki, a zaraz po nim kwaśny (co doskonale widać w koktajlach), najlepiej ukrywa obecność alkoholu, uznałem, że wódka Miler może być zabutelkowana w stężeniu 42%, a nie 40% co nie wpływa negatywnie na jej smak, ale oczywiście podnosi koszt akcyzy. Tak czy inaczej, według mnie to dobra decyzja.

Jak wybrałem butelkę?

Każda osoba świadoma ograniczonych możliwości marketingowych alkoholi rozumie, że butelka alkoholu jest niewiarygodnie ważna. Słabych butelek nie jesteśmy w stanie zapamiętać i rozpoznać, podczas gdy butelki legendarne widzimy na barze lub półce sklepowej już z oddali (np. Jack Daniel’s, Johnnie Walker, Bombay, Belvedere itp.). Oczywiście od samego początku było dla mnie jasne, że nie stać mnie na własną formę butelki, której stworzenie może kosztować nawet 25.000 EUR i wcale nie daje gwarancji większego sukcesu produktu. Jak łatwo się domyślić, o inspiracje nie było trudno. Od tylu lat interesuję się alkoholami i wzornictwem butelek, a także hutnictwem, że od razu wiedziałem, że potrzebuję tzw. „dumpy bottle”, w której wódka może wyglądać wspaniale. Butelka taka jest doskonale znana ze świata alkoholi, takich jak whisky (np. Monkey Shoulder, Aberlour czy Glenglassaugh butelkowany w identyczną butelkę jak wódka Miler Spirits), czy koniak (np. Bache Gabrielsen). Oczywiście podobną butelkę wykorzystują także inne wódki (z ultrasławnym Absolutem na czele), ALE dla mnie koncepcja wiąże się z uniwersalnością i pochodzeniem ze świata brown spirits. To samo dotyczy z resztą ręcznie opisanej etykiety.

Co to za dzik?

Najpierw pojawiła się zatem inspiracja do logo. Projekt przygotował mój serdeczny kolega, który jest wybitnie utalentowanym grafikiem i do tego bardzo szczęśliwym dla mnie. Jego portfolio możecie obejrzeć tutaj.  Nie jestem przesądny, ale Wojtek robił logo Miler Menswear, które jest uwielbiane przez klientów, a także MeMadam i kilka innych. Nie wiem, co myślał Wojtek, kiedy wysłałem mu maila z pierwszą wersją logo. Napisałem, że dzik nie ma wyglądać jak rustykalna rycina, ani nie może być agresywny i rozpędzony w taki sposób, że oglądający pomyśli sobie, że kto spotyka w lesie dzika ten … Wojtek przyjął to na spokojnie i podesłał mi koncepcję na logo, które miało wywodzić się od:

  • odcisku palca – bo to projekt autorski
  • banknotów – bo to przecież biznes
  • map – bo alkohole, którymi się zajmuje, są z całego świata
  • drewna – bo alkohole w nim leżakują

Kiedy Wojtek pracował nad dzikiem, ja wyjechałem z żoną na wakacje do Hiszpanii. Dzwoniliśmy do siebie z Wojtkiem, rozmawiając bez przerwy … tak, głownie o dziku 😀 Dzisiaj wspominam to z uśmiechem. W końcu powstało logo, które spełnia wszystkie powyższe założenia. Miler Spirits. Reszta to już historia …  którą BTW właśnie piszę na Waszych oczach 😀

Konfiguracja butelki i ręcznie opisane etykiety

Mamy zatem kształt butelki i logo dzika, ale to dopiero początek drogi. Teraz stanęło przede mną zadanie przygotowania butelki, która komunikuje tak wiele tak niewieloma elementami. Oczywistą oczywistością stał się fakt, że jak to mówią Amerykanie „details matter” i całość rozegra się na poziomie szczegółów, których być może finalny konsument nie będzie umiał nazwać lub zdefiniować w sposób mierzalny (jak np. odcienie kolorów, hotstampingi itp.), ALE w efekcie całościowym będą one miały olbrzymie znaczenie.

Chciałem zatem, żeby etykieta była prosta i ascetyczna, ale bardzo elegancka. W tym wypadku czerpałem garściami z mojej wiedzy o klasycznej męskiej elegancji. Co ciekawe, na samej etykiecie nie ma dzika, ponieważ ten znajduje się na dekorze bezpośrednio na butelce. Taki dekor jest kosztowny, wiele marek (nawet tych premium) już dawno zastąpiło go naklejką, która wygląda podobnie, ale ja nie chciałem kompromisów, bo to jak wiązana muszka vs uszyta na stałe. W zasadzie mógłbym opisać tę wódkę językiem ubrań – „Black Tie”. Spotkałem się już z głosami w takim tonie: „Dzik nie jest luksusowy, nie wiem, co on w ogóle robi w logo takiej marki. Nara!”. ALE … Osobiście podoba mi się koncepcja bardzo eleganckiego faceta, który ma w sobie dzika, czyli kogoś o wielkiej sile i uporze. Zatem pozbawiłem dzika brązów i ubrałem go w czernie, srebra i grafity, a żeby podkreślić jego wyjątkowość, postanowiłem, że etykiety będą ręcznie opisane. Przyznam się bez bicia, że wtedy nie wiedziałem jeszcze ile to pracy. Opisanie 300 etykiet zajęło prawie 8 godzin… I tak było warto, efekt jest wręcz oszałamiający! Butelka jest prosta, ale majestatyczna. Stonowana, a jednak elegancka. Po prostu „Less is more”.

W pierwotnych wizualizacjach myślałem także o kapturku na szyjkę butelki, ale później pomyślałem, że jednak będzie to tylko banderola marki (niestety w towarzystwie banderoli akcyzowej, które podobno w końcu mają zostać zlikwidowane!). Wszystko po to, aby widoczny był prawdziwy korek, który w wódkach jest rzadkością. Dlaczego? To proste, korporacje, które mają skalę, chcą obniżać cenę na absolutnie każdym elemencie, a prawdziwy (nie plastikowy) korek w wódce to pewien problem. Niestety zawsze istnieje ryzyko, że taniny zawarte w korku przejdą do wódki, zmieniając jej kolor np. na słomkowy, co mogłoby zdyskredytować wódkę w oczach konsumenta. Właśnie dlatego korek do zamykania wódki musi być pokryty specjalną warstwą ochronną zapobiegającą migracji tanin. To kolejny kosztowny zabieg, który ma jednak spory wpływ na wygląd butelki. Oto jak prezentuje się finalna wersja.

Pierwsza prezentacja butelki wypadła bardzo dobrze i przy okazji odrobinę zabawnie.

No i chyba się spodobała:

Choć nad projektem tym pracowałem wiele miesięcy, dopiero kiedy butelki naprawdę zostały dostarczone do siedziby firmy, zdecydowałem się na pokazanie ich światu. Będąc na targach ślubnych we Wrocławiu, w zasadzie to bez planu i w sumie tak przy okazji… wrzuciłem na FB zdjęcie butelek. Żeby było ciekawiej, zdjęcie zrobiłem telefonem, a w tle znajdują się majestatyczne, dębowe półki z alkoholami, które posiadam naprawdę, ale tym razem są one po prostu roll-upem reklamowym stojącym w Hali Stulecia we Wrocławiu 🙂 Tak czy inaczej, zdjęcie wyszło naprawdę wspaniale i wtedy wszystko się zaczęło. Setki lajków i komentarzy i wielkie zainteresowanie nową marką. Zobaczcie sami …

Muszę dodać, że u nas w firmie koncepcja wódki została przyjęta od razu. Zrobiłem ostatnio DLA ŻARTU rysunek z wódką z przykładową kampanią marketingową z przymrużeniem oka. Temat natychmiast podłapali nasi graficy 😉

 

Pierwsze degustacje

Cieszę się, że piszę ten artykuł już po premierze wódki. Dzięki temu mogę podzielić się z Wami pierwszymi faktycznymi wrażeniami i doświadczeniami zainteresowanych, a nie tylko moimi subiektywnymi przemyśleniami teoretycznymi. Zatem podczas wizyty Miler Menswear i Miler Spirits na targach we Wrocławiu po prostu zabrałem ze sobą wódkę i degustowałem ją z zainteresowanymi. Co ciekawe, wśród pijących byli mężczyźni i kobiety. Wszyscy byli w różnym wieku.

Pomyślałem, że skoro stawiam na jakość i chcę być dumny z produktu, to nie mogę się w żaden sposób uchylać od mówienia o jego smaku. Wódka Miler Spirits doskonale nadaje się do mrożenia i koktajli, ALE ja podałem ją w kieliszkach tulipanowych, z których mój blog słynie od lat, w temperaturze pokojowej, bez rozcieńczania, bez popijania, bez przekąsek, bez niczego!

Efekt był taki, że praktycznie wszyscy byli zaskoczeni tym, że spirytus ziemniaczany jest tak przyjazny w smaku. Jedna z degustujących użyła nawet wyjątkowo uroczego sformułowania stwierdzając, że wódka ta „nie otrząsa”. I to było wszystko, czego mi trzeba! Najprostsze techniki analizy sensorycznej pozwalają rozłożyć alkohol na czynniki pierwsze. Wystarczy wytłumaczyć je degustującym i wrota do świata wódki stoją przed nami otworem.

… ale to i tak nie wszystko, ponieważ okazało się, że wódka Miler Spirits trafiła także w ręce niezależnych recenzentów i w sposób zupełnie niekonsultowany ze mną poddano ją publicznej degustacji. Zobaczcie sami.

Dzień sprzedaży

Moment sprzedaży pierwszej serii wódki to był prawdziwy odlot. Kiedy klienci Miler Spirits dowiedzieli się, że wódka jest na sprzedaż, nasz firmowy telefon rozdzwonił się, a zamówienia zaczęły spływać w średnim tempie prawie 1 na minutę. Po pięciu godzinach nie było już ani jednej butelki. Po 2 dniach od sprzedaży, na kolejną edycję czeka już ponad 400 osób!

Jak wyglądało to po naszej stronie, najlepiej ukazuje timelapse zrobiony przy stole, na którym stało 250 butelek do sprzedania zabieranych sukcesywnie przez pracowników Miler Spirits 😀

A do tego… powstał nawet WIERSZ <3 😉

Co dalej, czyli jaki jest móc cel? 

Historia powyżej jest niezła i na pewno nigdy jej nie zapomnę. Ja lubię jednak mierzyć się z rzeczywistością, a nie tylko chwalić lajkami na FB. Bądźmy szczerzy, wyprodukowanie butelki wódki z własnym nazwiskiem nie jest tożsame ze stworzeniem marki własnej. Oczywiście miło jest pokazać to na FB i IG, ale marka własna zaczyna się, dopiero kiedy ludzie naprawdę chcą Twojego produktu i realnie go kupują. W przypadku alkoholu takiego jak wódka wymaga to sprzedania tysięcy, a nie setek butelek. Oczywiście bardzo łatwo jest tak butnie to napisać, ale jak z większością poważnych rzeczy w życiu, dużo trudniej to zrobić. Dlatego właśnie mój cel w tym projekcie jest trzyetapowy. Oto co chciałbym osiągnąć.

Etap I  – „oko w oko z rzeczywistością”

Ustanowić markę Miler Spirits jako najlepiej wyselekcjonowany alkohol na polskim rynku i zyskać popularność wśród własnych odbiorców, którzy jak mam nadzieję, zaufają mi i stając się „early-adopterami”, będą sami chcieli rekomendować ten produkt bez mojego udziału w oparciu o rzeczywiste doświadczenia i faktyczną jakość. Etap ten w zasadzie mam już za sobą i o ile nie da się go zmierzyć, wygląda na to, że osiągnąłem go, sprzedając zaledwie 250 butelek!

Etap II – własny nastaw

W tej chwili, aby mieć realny wpływa na smak alkoholu, muszę selekcjonować spirytus i szukać tego, który odpowiada moim kryteriom jakościowym. Ja natomiast dążę do tego, żeby tworzyć go na moje zamówienie w zgodzie z moim oczekiwaniami. Nie chcę nadużywać tego słowa, ale chciałbym taki alkohol „bespoke” i mam na niego pomysł. W świecie wódki rektyfikowanej, żeby to było możliwe, muszę rozmawiać z najlepszymi gorzelniami o całych nastawach (ang. batch – słowo często widniejące na butelkach whisky), a nie litrach czy nawet hektolitrach spirytusu. Gorzelnicy najchętniej rozmawiają o cysternie. Cysterna to 30.000 litrów spirytusu, czyli uogólniając 60.000 butelek wódki. Dla stworzenia mocnej marki wódki rektyfikowanej to minimum, ale jednocześnie to już za dużo, żeby sprzedać ją samodzielnie w jednym punkcie. Jeśli nie będzie tak, że pod sklepem Miler przy ulicy Podgórnej w Poznaniu ustawi się kolejka, która skręci przy pomniku Cegielskiego i skończy się gdzieś pod pomnikiem Starego Marycha i do tego będzie ona kolejką nieustającą, to potrzebna będzie mi wsparcie dystrybucyjne. Jeśli marka Miler Spirits będzie „gorąca”, mam realną szansę wejść do tzw. kanału nowoczesnej dystrybucji, czyli do marketów i konkurować z markami wódki, które uważane są za najbardziej prestiżowe, stojąc obok nich na półce i oferując rzeczy, których one nie oferują – selekcję alkoholu, ręcznie opisane etykiety, jakość butelki z powodzeniem konkurująca z etykietami niemal dwukrotnie droższymi. Oprócz tego czeka mnie też dużo pracy w kanale HoReCa (HoteleRestauracjaCatering) polegającej na umieszczaniu wódki Miler Spirits w menu restauracji i barów.

Etap III – „strefa marzeń”

Zanim zaczniecie czytać, powiem co myślę. Otóż jestem głęboko przekonany, że ludzie wolą słuchać o tym, co już zrobiłeś, a nie o tym, co masz w planach. JEDNAK nikt nie może zabronić marzyć. A ja mam pewne marzenie i sam nie wierzę, że właśnie piszę o nim publicznie.

Chciałbym w dłuższym horyzoncie czasowym wyprowadzić wódkę Miler Spirits na rynki międzynarodowe.

Dlaczego? To proste! Chcę pokazać, że duże marki korporacyjne (które są w rękach zagranicznych) to nie wszystko, co mamy w Polsce do zaoferowania. Brzmi to mocno, ale z mojej strony to bardziej asertywność niż zadziorność.

Mam też drugi powód – trochę bardziej osobisty. Mimo dość bogatego dorobku zawodowego w świecie brown spirits, na poziomie globalnym zawsze musiałem oddawać trochę punktów na starcie, ponieważ (bez żadnych kompleksów i wyrzutów) jestem Polakiem mówiącym o szkockiej whisky lub francuskim koniaku czy karaibskim rumie. Milion razy słyszałem „Pan tu tak opowiada, a ja piłem ze Szkotem i on mi mówił…” Choć mógł gadać głupoty, dostawał kredyt zaufania za narodowość zbieżną z pochodzeniem trunku. I zawsze ciągnęło mnie do tego, żeby do wszystkich kompetencji „racjonalnych” dołożyć też ten ostatni „emocjonalny” element układanki – pochodzenie spójne z trunkiem, który propaguję. Czuję, że z wódką mogę przestać być „lokalnym specjalistą – małym ekspertem”. Jest we mnie wszytko, co potrzebne do tego, aby wynieść polską wódkę na orbitę międzynarodową. Mam wiedzę, wizerunek, znam języki w tym angielski na poziomie zbliżonym do polskiego, jestem z wykształcenia biotechnologiem, moje pochodzenie jest spójne nie tylko z pochodzeniem samej wódki (Polska), ale także źródła cukru tej konkretnej wódki – poznańska pyra tej ;), mam też rozległe doświadczenie w degustowaniu i marynarkę klubową od MILER Menswear 🐗🕺🏼 Czuję się gotowy. I co najważniejsze, mam wsparcie od Was! 

I właśnie dlatego po uzyskaniu pierwszych danych sprzedażowych, które mogłyby zainteresować dystrybutorów w innych krajach i gotówki, która na to pozwoli, chciałbym wyjechać z marką Miler Spirits na kilka międzynarodowych imprez targowych i tam zmierzyć się z rzeczywistością po raz kolejny sprawdzając, czy moje umiejętności i kompetencje mogą być uznawane także na arenie międzynarodowej. 

OMG to brzmi bardzo wybujale, dostanę pewnie za to po uszach w Internecie, ale na to też jestem gotowy 🙂 Choć tak naprawdę, to wierzę, że nie musi tak być, bo wiem, że jest wiele osób, które mnie wspierają 😀

I co teraz?

Ponieważ poprzednia partia wódki Miler Spirits wyprzedała się na pniu, obecnie pracujemy nad następnym rozlewem. Kolejka oczekujących jest już długa. Wódki z pierwszego rozlewu nie udało się kupić ponad 400 osobom…

Jeśli chcielibyście butelkę dla siebie, koniecznie zapiszcie się na newsletter w okienku poniżej:

Nadmienię jeszcze, że jest pewne pole sprzedaży, w którym planuję w tym roku być absolutnie wyjątkowym graczem. Są to wesela! Nie, nie chodzi o to, że zakładam zespół grający covery, a już tym bardziej disco polo. Co roku jestem mocno związany z weselami, ponieważ szyjemy w Miler Menswear sporo garniturów weselnych. I mam zamiar to wykorzystać, bo rzeczywistość sama pokazuje mi, że to wręcz naturalne.

A jeśli jeszcze nie wiesz, na jakim poziomie szyje Miler Menswear, to po prostu obejrzyj nasz garnitur, klikając tutaj.

Tak mniej więcej wygląda historia marki Miler Spirits od jej początku do dzisiaj. Mam nadzieję, że była ona dla Was interesująca i że zechcecie śledzić ją dalej, a być może, podobnie jak ja, przekuć na rzeczywistość!

 

Mój najnowszy projekt

Z dumą informuję, że możliwość uczestniczenia w prowadzonych przeze mnie degustacjach whisky pojawi się na terenie całej Polski! Koniecznie daj mi znać gdzie mieszkasz, żebym mógł odwiedzić również Ciebie!
Wpisz swojego maila oraz wybierz miasto, a ja zajmę się resztą i dam Ci znać kiedy będę organizował przyjazd w Twoje strony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

« »
Scroll to top